sobota, 21 czerwca 2014

Cena zwycięstwa. Rozdział 50 - EPILOG




To początek

Siedziała ze skrzyżowanymi nogami na trawniku przed Norą, jej głowa odchylona do tyłu by złapać ostatnie promienie popołudniowego słońca. Jej długie włosy opadały na plecy jak ruda kurtyna. Były w nieładzie. Kąciki jej ust były wykrzywione w dół, a oczy szczelnie zaciśnięte by osłonić się od mocnego słońca. Ginny wyglądała na zamkniętą w sobie, a jego serce zacisnęło się kiedy przypomniał sobie ostatni raz, kiedy się uśmiechała. Tym prawdziwym uśmiechem, tym szerokim, który sprawiał, że jej oczy błyszczały, wyrażały jej uczucia, kiedy język nie potrafił. Tym, który sprawiał, że chciał pisać dla niej wiersze chociaż wiedział, że i tak by ich nienawidziła.

Jego oczy są zielone jak świeże ogórki… Nadal pamiętał głos tego karła, recytującego wiersz napisany dla niego przez Ginny. Pamiętał zmieszanie jakie czuł i pamiętał jak Ginny się zaczerwieniła. Wspomnienie ukuło go w klatkę piersiowa kiedy przypomniał sobie resztę swojego drugiego roku. Kiedy ona wysłała mu ten wiersz z okazji Walentynek, a on uratował ją przed bazyliszkiem. Jak bardzo się zmienili od tego czasu…. Najpierw była przyjaźń, a potem… coś więcej. Tylko po to, by zakończyć się w taki sposób: ledwie byli w stanie na siebie spojrzeć, nie wspominając już o przeprowadzeniu rozmowy. Nie wiedział kiedy coś się popsuło.

Czy wtedy, kiedy umarł Fred? A może wtedy kiedy ona wróciła do Hogwartu kiedy on szukał Horkruksów? Może wtedy, kiedy zakończył wszystko pomiędzy nimi? A może naprawdę było tak, jak powiedziała, że to on zmienił się podczas wojny? Myślał, przez kilka godzin po bitwie, że wszystko będzie w porządku. Ale coś poszło bardzo źle i nie był pewien, co. Jedyne czego był pewien kiedy patrzył na Ginny, tak jak teraz, to to, że czuje to, co czuł kiedy patrzył na nią z Deanem: pogmatwaną mieszankę straty, bezużyteczności, potrzeby i zmieszania. Trzymał się tego uczucia desperacko, jak nadziei, jak znaku, że wszystko może jeszcze być tak jak wcześniej.

Kiedy patrzył, Ginny wypuściła z siebie powietrze i otworzyła oczy.

- Wiem, że tam jesteś, Harry.

Serce podskoczyło mu do gardła – więcej nadziei. Był zaskoczony, że wyczuła jego obecność. Podejrzewał, że wiedziała, że często na nią patrzył. Szokującą częścią było to, że postanowiła mu o tym powiedzieć. Że się do niego odezwała.

Ruszył zza drzewa, które prawie w ogóle go nie zakrywało, niepewny czego oczekiwać, i spojrzał w oczy Ginny.

Uśmiechnęła się smutno, tym nieprawdziwym uśmiechem.

- Wiesz, niektórzy powiedzieliby, że to chore.
- Niektórzy powiedzieliby, że romantyczne. – powiedział, a potem przygryzł dolną wargę.

Ale Ginny nie miała mu chyba tego za złe. Prawdę mówiąc, uśmiechnęła się szerzej, cieplej.

- Pozwolę tobie zadecydować, do której grupy ja należę.
- Mam nadzieję, że nie tej pierwszej. – powiedział ostrożnie Harry – Ale raczej nie tej drugiej.

Jej brązowe oczy były smutne, pomimo uśmiechu.

- Raczej nie. – zgodziła się – To chyba zależy od twoich intencji.

Jego serce zaczęło bić nierówno. Nie dlatego, że uważał, że ona z nim flirtuje, ale dlatego, że nie rozmawiali od czasu Świąt (a ta rozmowa oczywiście nie była miła), a w ostatnim zdaniu żądała odpowiedzi. To było zaproszenie do kontynuacji, a Harry nie potrzebował zbyt wiele zachęty.

- Chciałem cię zobaczyć.
- Widzisz mnie prawie każdego dnia. Mama ciągle zaprasza cię na obiad.
- Tak, ale… nie w ten sposób. Nie tak zamkniętą i ostrożną.

Tak ostrożną w jego obecności, nawet bardziej niż kiedy byli młodsi i go uwielbiała.

- Chciałem zobaczyć ciebie. Tylko ciebie. Nie… nie to, co zdarzyło się między nami.

Kiwnęła głową, jakby miało to sens.

- I to mnie widzisz, kiedy jestem sama?
- Tak.
- Więc co ja muszę zrobić, żeby zobaczyć ciebie? – zapytała zachrypniętym głosem.

Jego całe ciało drżało. Pytania. Odpowiedzi. Rozmowa. Podszedł do niej bliżej. Patrzyła na niego, ale nic nie powiedziała.

- To ja. – powiedział, rozciągając ramiona – Nie taki, jakiego znałaś mnie kiedyś. Teraz zdaję sobie z tego sprawę. Wiem, że miałaś rację, zmieniłem się. Ale… to nadal ja, Ginny.

Jej oczy błyszczały, ale nie wiedział czy to od łez, od słońca odbijającego się w nich, czy może od czegoś kompletnie innego.

- Wiem. – powiedziała – Wiem o tym. Jesteś sobą, tak jak ja, ale… już do siebie nie pasujemy.

To zabolało. Zabolało bardziej niż Harry sobie kiedykolwiek wyobrażał, ale nie pokazał tego po sobie. Ona mówiła do niego, próbowała coś zmienić, a on nie miał zamiaru przepuścić takiej okazji.

- Myślę… myślę, że tak do końca się nie zmieniliśmy. Nadal jesteśmy tymi samymi ludźmi, ale… część nas zniknęła. Więc już nie pasujemy do siebie tak jak kiedy. Jesteśmy… postrzępieni.
- Postrzępieni. – powtórzyła Ginny. Samotna łza spłynęła po jej policzku. Nienawidził widzieć jej płaczącej – Kiedyś Luna powiedziała coś podobnego. Zagubione fragmenty… są rzeczy które zostawiliśmy w tyle, prawda? Już nigdy nie będzie tak jak kiedyś. – jej głos zamienił się w szorstki szept – Fred nigdy nie wróci.
- Nie. – powiedział – Nie wróci. Żadne z nich.
- Więc już zawsze będzie czegoś brakować?

Chciał, tak bardzo, powiedzieć jej, że nie, oczywiście, że nie.

- Tak. Tak sądzę. Ale… nauczysz się z tym żyć, wiesz? Kiedy Syriusz umarł… wiem, że to nie to samo. – powiedział szybko – Nie chciałem…

Roześmiała się dziwnie.

- Nie przesadzaj. Syriusz był twoją jedyną rodziną.

Był zaskoczony.

- Tak… to prawda.
- Jak… jak przez to przebrnąłeś? – zapytała miękko – Jakim cudem znów byłeś szczęśliwy?

Spojrzał na nią uważnie.
- Ty pomogłaś. – powiedział szczerze – Bardzo. Ty, Ron i Hermiona.
- Już nie mogę ci pomóc. – powiedziała – Teraz jestem dla ciebie bezużyteczna. Ja nie… Ja po prostu nie mogę.

Nie wiedział gdzie znalazł odwagę – odwagę gryfona – ale to zrobił. Przeszedł kilka kroków, które ich dzieliło i usiadł naprzeciwko niej. Wziął jej dłonie w swoje, patrząc jej prosto w oczy, które były czerwone od płaczu.

- Nie jesteś bezużyteczna. – powiedział – Na pewno nie dla mnie.
- Więc czym dla ciebie jestem?

Na ułamek sekundy przestał oddychać. Słowa zawisły między nimi, ciężkie, pełne desperacji, zamotane. Czym dla ciebie jestem? Pytanie dzwoniło mu w uszach. Czym dla ciebie jestem?

- Nie wiem. – powiedział wreszcie – Ostatnio niczego nie wiem.

Ginny szybko kiwnęła głową. Nie zabrała swoich rąk. Przez chwilę siedziała w ciszy, szybko mrugając by pozbyć się łez, a potem jej spojrzenie zawisło nad czymś w oddali, nad jego ramieniem. Odwrócił głowę by zobaczyć na co patrzyła. Słońce się chowało i pokrywało niebo odcieniami różu i pomarańczy.

- Lubię zachody słońca. – mruknęła Ginny – Razem z Luną, tego roku w Hogwarcie często je oglądałyśmy.

Nie musiał pytać, co ma na myśli.

- To było coś… stałego. – kontynuowała Ginny zabierając ręce i oplatając się nimi kiedy wiatr zawiał mocniej.

Próbował nie przejmować się utratą jej dotyku.

- Głupia, piękna stała w świecie, gdzie wszystko było popaprane i nieprzewidywalne. Wydaje mi się, że to pomogło. Nadal pomaga.
- Co się stało? – zapytał – Tego roku. Nigdy mi nie powiedziałaś… tak naprawdę nigdy o tym nie rozmawialiśmy.
- O moim roku czy twoim?
- Twoim. – uśmiechnął się smutno – Wydaje mi się, że wiesz już chyba wszystko o moim. Ron i Hermiona pewnie ci powiedzieli większość.
- Trochę. – poprawiła go – Nie powiedzieli mi wszystkiego. Na przykład nie wytłumaczyli tego, kiedy myśleliśmy, że nie żyjesz…
- Przepraszam.
- Możesz sobie wyobrazić jak się czułam? – powiedziała ostrym głosem, a potem dodała – Przepraszam. Nie powinnam była…
- Nie, nie. – powiedział szybko - W porządku. Opowiem ci… kiedyś.

Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale słowa ugrzęzły mu w gardle. Możesz mnie zapytać, Ginny. Możesz pytać mnie o wszystko. Po prostu ze mną rozmawiaj. Chciał by to wiedziała.

- Odwróć się. – powiedziała Ginny, odwracając wzrok od jego intensywnego spojrzenia.

Zrobił to. Odwrócił się i przesunął tak, że teraz siedział obok niej, spoglądając na zachód słońca za Norą.

- Kiedyś myślałam – powiedziała bardzo cicho Ginny, patrząc do przodu – że świat się zmienił. Że ty się zmieniłeś. Że Hogwart się zmienił. Że wszystko wokół mnie się zmieniło. Ale teraz myślę… myślę, że to ja się zmieniłam. Może po prostu widzę wszystko nową parą oczu. I te rzeczy są zniekształcone w porównaniu do tego, co kiedyś widziałam, dlatego myślę, że się zmieniły. Więc lubię oglądać zachody słońca… bo one nadal są takie same. Harry, czy myślisz, że to kiedykolwiek będzie łatwiejsze?
- Nie. – powiedział – Nie sądzę.

Kiwnęła głową. Słońce prawie już zniknęło.

- Ostatni rok był inny. – powiedziała wreszcie – W Hogwarcie było strasznie. Chyba słyszałeś o najważniejszych rzeczach od Nevilla.

Podciągnęła rękaw swojej białej bluzki, ukazując około pięciu przecinających się blizn wzdłuż jej przedramienia. Harry nie widział ich wcześniej. Nosiła długie rękawy. Teraz wiedział dlaczego.

- Tutaj też miałam kilka. – powiedziała, dotykając policzka jedną ręką – Tak jak Neville. Ale te można było wyleczyć. Oszczędzali te gorsze zaklęcia na miejsca, które można było ukryć, jak ramiona. Tą dostałam… - wskazała na źle wyglądającą, potarganą bliznę na ręce – po tym jak po raz pierwszy napisaliśmy ‘Rekrutacja Trwa’ zaraz obok Wielkiej Sali. Ale nie łapano mnie zbyt często, wiesz. Czasami Snape przejmował nasze kary i wtedy nic nam nie robił. Wtedy tego nie rozumiałam, ale teraz chyba wiem. Hermiona mi o nim opowiedziała.

Kiwnął głową.

- Te gorsze kary nie pochodziły jednak od Carrow’ów. Ale od Pionków.
- Kogo?
- Pionków. Śmierciożerców w szkoleniu. Nie prawdziwi Śmierciożercy, ale czysto krwiści Ślizgoni pod pełną kontrolą Carrow’ów.
- Masz na myśli… - fala odrzucenia uderzyła w Harry’ego – Chcesz powiedzieć, że uczniowie was krzywdzili?
- Oczywiście. Neville ci nie powiedział? To była część przedmiotu – Czarnej Magii. Ale to nie bolało tak bardzo. – powiedziała Ginny, drapiąc jedną z blizn – To byłą sama idea tego… to było straszne. Carrow’owie wiedzieli o tym.
- Oni wrócili? – zapytał Harry – Któreś z nich wróciło do Hogwartu w tym roku?

Ginny kiwnęła głową.

- Tak. Kilkoro z nich. W tym roku było tylko kilku ślizgonów, ale…
- Jakim cudem o tym nie wspomniano na żadnych procesie? – chciał wiedzieć Harry.
- Bo nikt by nie zeznawał. Rozwiązaliśmy to między sobą. Naville i ja… całe GD się z nami zgodziło. Oni też musieli się bać.
- Jak to?

Ginny rzuciła mu zniesmaczone spojrzenie.

- A ty nie zrobiłeś podczas tego roku czegoś, co wolałbyś zapomnieć? Czegoś, czego się wstydzisz?
- Cóż, tak, ale…
- To była wojna, Harry.

Niebo pociemniało kiedy słońce nareszcie zniknęło za horyzontem. Blask opuścił oczy i włosy Ginny, ale jej blada skóra zdawała się świecić w półmroku.

- Ci ludzie… oni równie dobrze mogli być nami, wiesz? Byli w naszym wieku. Carrow’owie ich przerażali. Nas wszystkich. Nie zasłużyli na Azkaban z tego powodu.
- Ale…
- Jeden z nich – powiedziała Ginny – nawet odprowadził mnie do Wieży Gryffindoru po wszystkim. Mogłam pójść sama, ale chciał być pewien, że dotrę na miejsce, i że będzie tam ktoś, kto się mną zajmie. On nigdy tak naprawdę nie przeprosił, ale wiedziałam, że mu przykro. Większość z nich nie chciała tego robić. Tak samo jak my nie chcieliśmy by to robili, Harry. Oni nie mieli wyboru. Neville się mną zajął kiedy dotarliśmy do Wieży i on… on podziękował temu chłopakowi. Wszyscy się tak czuliśmy, serio. To byliśmy My, uczniowie, przeciwko Nim, Carrow’om. Może Ślizgoni nie byli po prostu tak bardzo otwarci mówiąc to, jak my. Myśleli, że Voldemort zwycięży. Ale tak naprawdę nie chcieli by tak się stało.
- Ale… - powiedział Harry – Tak jak mówiłaś, wy też się baliście, a ty nie…
- Jestem zdrajczynią krwi, Harry. – przerwała mu – Carrow’owie wiedzieli kim jest moja rodzina. I nie zajęło im dużo czasu dowiedzenie się, że byłam z tobą blisko. Nie mogłam tego uniknąć, nawet jeśli bym próbowała. Z Nevillem było podobnie, z powodu tego, co Bellatrix zrobiła jego rodzicom. Dlatego zdecydowaliśmy się kontynuować GD. – mrugnęła, dwukrotnie – Byliśmy zdziwieni tym, jak wiele ludzi zatrzymało swoje monety. Dużo dla nich znaczyłeś, Harry.
- Ja nie…
- GD było naszą jedyną szansą na przetrwanie. – powiedziała Ginny – Ale Ślizgoni… oni musieli znaleźć inny sposób i jeśli tylko tak mogli ocalić własne życia, kim ja jestem, żeby to komentować?
- Ale ty nigdy nikogo nie skrzywdziłaś. To, co oni wam zrobili było… złe.
- Skrzywdzili nas. – zgodziła się Ginny – Ale my też krzywdziliśmy ludzi. Wszystko co robiliśmy – żarty, dywersje, wszystko – miało swoje skutki. Próbowaliśmy nie dać się złapać Carrow’om i jeśli nam się udało, odbijali to sobie na kimś innym, i to on był karany. Za każdym razem, kiedy robiliśmy coś, co naprawdę ich wkurzyło, kończyło się to źle dla jednego z uczniów. Czasami był to Ślizgon, za bycie zbyt wolnym i pozwolenie nam na ucieczkę. Myślę, że po jakimś czasie, Neville celowo dał się łapać żeby nikt nie musiał przyjmować ciosów za niego. Widziałeś jego twarz przed Bitwą. Ale ja tak nie robiłam. Ja uciekałam. Za każdym razem. – odwróciła się by być twarzą w twarz z Harrym – Nie widzisz tego? My też ich krzywdziliśmy. To byłoby głupie… To byłoby wręcz niewłaściwe, by mieć im coś za złe. Nie winię żadnego z nich. A teraz, kiedy wygraliśmy, nadal mi ich żal, bo muszą sobie poradzić z tym, co zrobili. Więc nie, nie zeznawaliśmy i tego nie zrobimy. A co do tych kilku, którzy wrócili do Hogwartu… Rozmawiałam z jednym z nich. Był w bardzo złym stanie… To było okropne.
- Co powiedziałaś?
- Powiedziałam mu, że mi przykro.
- Jak to przyjął?

Ginny uśmiechnęła się, nadal nie jej prawdziwym uśmiechem, ale czuł, że ten jest już blisko.

- Powiedział mi, że jestem idiotką.
- Jak miło z jego strony.
- A potem mi podziękował. Myślę, że był zaskoczony, to wszystko. Ale był bardzo uprzejmy. Rozmawialiśmy przez jakieś pięć minut. Nie pamiętam o czym dokładnie… o głupotach. Dzięki temu zdałam sobie sprawę, że ci ludzie, wiesz, są normalni. Jak ja, jak ty. Po prostu… normalni ludzie z rodzinami i problemami, i rzeczami, które lubią i nienawidzą. Myślę, że Hermiona miała rację i ta cała rywalizacja pomiędzy domami nie ma sensu. Może, jeśli bylibyśmy w tym samym domu, ja i ten chłopak bylibyśmy przyjaciółmi. Ale teraz już się tego nie dowiemy, ponieważ gadająca czapka tak zadecydowała. Nawet Quidditch… jest przereklamowany i napędza tą niechęć i rywalizację.
- Quidditch jest przereklamowany? Dobra. Myliłem się. Zmieniłaś się.
- Byłam kapitanem w tym roku. – powiedziała, kręcąc głową – To było wspaniałe. Nadal kocham grać. Mam nadzieję, że w przyszłym roku też będę kapitanem. Ale niektórzy ludzie za bardzo się tym przejmują. – uśmiechnęła się delikatnie – Ślizgoni wygrali Puchar.
- Nie waż się mówić tego Ronowi. Twoja rodzina cie wydziedziczy.
- Byłam zawiedziona. – przyznała – Ale Malfoy tak się cieszył…
- Malfoy? – powtórzył Harry.
- Był kapitanem ślizgonów w tym roku. I on… - nagle przerwała.
- I?
- I nic. – powiedziała – Mam na myśli to, że oni też są ludźmi, jak my.
- Nawet Malfoy?
- Nie pytasz mnie chyba poważnie? Widziałeś w jakim stanie był na procesie. Hermiona mi o tym opowiedziała. Nadal masz obsesję na jego punkcie?

Harry się zastanowił.

- Może. A może chcę wierzyć, że tak jest, żebym mógł udawać, że świat się tak bardzo nie zmienił.
- Wyglądał lepiej. – powiedziała Ginny – Głównie widywałam go kiedy grał i wtedy wyglądał… w porządku. Myślę, że będzie w porządku.
- Lepiej żeby tak było. – rzucił Harry – Nie na próżno ratowałem jego tyłek od Azkabanu.

Zaśmiała się.

- Powinniśmy częściej to robić.
- Co? Oglądać zachód słońca?
- To też. Miałam jednak na myśli rozmowę.

Odwzajemnił uśmiech.

- Tak… tak, powinniśmy. Tak jak kiedyś.
- To były dobre czasy. – powiedziała, i po raz pierwszy, wydawało my się, że dostrzegł ślad tego prawdziwego uśmiechu w jej oczach – Co się z nami stało, Harry?
- Nie wiem. – powiedział. Zamilkł, a po chwili znów się odezwał – Co jeśli… chodzi mi o to, czy myślisz, że jeśli byśmy spróbowali, moglibyśmy do tego wrócić?

Jej uśmiech zniknął, a on szybko zaczął wyjaśniać.

- Nie miałem na myśli tego. Nie… - powiedział, czując ciepło wkradające się na policzki – Rozumiem to, co powiedziałaś wcześniej, nie martw się. Mówiłem o… wiem, że myślisz, że to się nie uda, ale moglibyśmy spróbować… spróbować i być przyjaciółmi? Bo…
- Harry. – powiedziała. W tych dwóch sylabach, jego imieniu, dało się znaleźć irytację, wesołość i zamiłowanie, które ciepło otuliły jego serce – W porządku. Rozumiem. Tak.
- Więc… jesteśmy przyjaciółmi?

Ginny wyciągnęła rękę i przykryła jego dłoń. Kiedyś, jej dotyk sprawiał, że drżał.

 - Jesteśmy przyjaciółmi. – potwierdziła z prawdziwym, szerokim, wartym pisania wierszy uśmiechem. A potem dodała, by ją dobrze zrozumiał – Na razie.


Nie było to idealne, ale był to początek.

***

Nie mogę uwierzyć, że to już ostatni rozdział...
Chciałabym podziękować każdemu, kto kiedykolwiek skomentował, bo to Wasze komentarze motywowały mnie do dlaszego tłumaczenia, kiedy myślałam, że już nie dam rady. Wyjątkowo bardzo dziękuję tym komentującym, którzy są regularnymi gośćmi: Swish, La Tua Cantante, Cama Camille, Lili Blue, Florence. Chciałabym podziękować każdemu, kto kiedykolwiek obserował tego bloga, jak i tym, którzy nadal to robią. Od początku dawaliście mi nadzieję, że coś może z tego wyjść. Chciałabym podziękować każdemu, kto kiedykolwiek odwiedził tego bloga. Nie mogę się nadziwić kiedy, codziennie wchodząc tu, widzę jak rośnie ten licznik. W momencie kiedy to piszę, jest 29976 wejść, a dla mnie to wielki sukces. Dziękuję!
Nie może sie obejść bez podziękowań dla Fulgance - autorki opowiadania. Wiem, że ona nie jest w stanie tego przeczytać, ale jednak czuję, że takie podziękowanie powinnam tu zamieścić. Warto również nadmienić, że maila z podziękowaniem dostaje ona średnio co miesiąc :D Dziękuję najbardziej za to, że pozwoliła mi przetłumaczyć tą wręcz epicką historię. Dziękuję, że w ogóle podjęła się jej napisania. I dziękuję za te długie rozmowy o fabule, przyszłości opowiadania, życiu i kompletnych głupotach.
W odpowiedzi na już dosyć częste pytania na temat przyszłości bloga... Nie martwcie się! Nigdzie się nie wybieram. Zamierzam zrobić sobie krótką przerwę, ale w tym czasie mam zamiar czytać, czytać, czytać i szukać nowych opowiadań dla was. Nadal próbuję znaleźć TO jedno, które czytałam bardzo dawno temu i kompletnie się w nim zakochałam, ale pamiętam tylko zarys fabuły... :( Chcę zmienić szablon, bo uważam, że z zakończeniem tak długiego etapu, jakim było 'The Cost of Victory', zmiana jest potrzebna. Mam nadzieję, że się uda, więc trzymajcie kciuki! Jeśli dotarłaś/dotarłeś aż tak daleko w moich lamentch, proszę, zamieść w komentarzu słowo 'kawa'. Nie wiem dlaczego akurat kawa... Chyba dlatego, że moja dziwnie szybko zniknęła :)

Jeszcze raz dziękuję wszystkim i życzę udanych wakacji i wspaniałej pogody.
Do zobaczenia niedługo!

xoxo
Lexie Song

EDIT
Zapraszam na pierwszą miniaturkę na Damned Hearts.

niedziela, 15 czerwca 2014

Commitment by 0x-Coming-for-You-0x




- Jestem twoją dziewczyną?

Draco Malfoy odłożył swoją książkę by spojrzeć pytającym wzrokiem na gryfonkę, która zadała to pytanie.

- A chcesz nią być?
- Ginny i Luna zapytały mnie o to kilka dni temu, ale nie wiedziałam, co odpowiedzieć. I musisz przestać odpowiadać pytaniem na pytanie. To denerwujące, Malfoy.
- Ty czegoś nie wiedziałaś? Szybko, niech ktoś powiadomi Skeeter. I widzę, że wróciliśmy do nazwisk, Granger.

Hermiona prychnęła.

- Więc jestem twoją dziewczyną?
- Co pociąga za sobą to stanowisko?
- Cóż, po pierwsze, bylibyśmy na wyłączność. Nie mógłbyś już latać za innymi dziewczynami.
- To słaby punkt, bo już dawno nie latam za innymi dziewczynami. A ty lepiej nie lataj za żadnymi innymi facetami, bo rzucę na nich każdą klątwę, jaką znam. Jesteś moja, Granger.
- Jesteś strasznie zaborczy.
- I ty to mówisz? Byłaś spokojna niemal jak buddyjski mnich, kiedy widziałaś mnie rozmawiającego z Astorią Greengrass. – rzucił ironicznie.

Chwila ciszy.

- Racja… Musiałbyś również zabierać mnie na randki i kupować mi prezenty z okazji świąt i tym podobnych.
- Tylko wtedy?
- Cóż, możesz kupować mi prezenty bez powodu. Nie będę narzekać.
- Ten punkt też nie jest zbyt mocny. Przecież i tak już to robię.
- Tak, ale wtedy mogę być trochę mniej wdzięczna, bo to jest coś, czego się od ciebie oczekuje.
- Jeśli nie wiedziałbym lepiej, pomyślałbym, że lecisz na moją kasę.

Hermiona tylko zachichotała w odpowiedzi.

- I powiedz mi… Oczekiwałabyś pierścionka po tym wszystkim?
- Małżeństwo zwykle jest celem umawiania się. Ale oczywiście, jeśli wszystko by się między nami ułożyło.

Draco trzymał się za brodę udając, że rozważa sytuację.

- Och, jest jeszcze jedna rzecz!
- Granger, Granger… Lista wymagań tylko rośnie.
- Jako mój chłopak, byłbyś zobowiązany kochać się ze mną kiedy tylko bym sobie tego zażyczyła.

Jeśli nie wcześniej, teraz Hermiona miała jego pełną uwagę.

- I oczywiście, ja byłabym zobowiązana do tego samego względem ciebie…

Wiedział, do czego tym dąży. Ta kobieta miała w sobie więcej ze ślizgona niż chciała przyznać. Ale nie miał zamiaru opierać się jej manipulacjom, zwłaszcza teraz, kiedy wszystko miało się tak dobrze dla niego rozegrać.

- Więc… Jestem twoją dziewczyną, Draco?
- Jasna cholera, kobieto! Oczywiście, że tak!


I Draco posadził ją na swoich kolanach by mogli wspólnie wypełniać te warunki.

***
CZYTASZ = KOMENTUJESZ



Króciutka, ale taaaaka urocza :D
Zaczęłam tłumaczyć Epilog, ale nie dałam rady, więc mam dla was miniaturkę. Mam nadzieję, że wam się podoba.
Miłej niedzieli!

xoxo
Lexie

sobota, 14 czerwca 2014

Cena zwycięstwa. Rozdział 49




Rozdział 49
Przyszłość
1 lipca 1999

Te ostatnie kilka tygodni były wspaniałe dla nich obojga. Ona i Draco stworzyli razem wiele wspomnień, których żadne z nich nigdy nie zapomni. Wspomnień, które on będzie mógł przywołać kiedy będzie musiał wyczarować patronusa. Wiedziała, że on nigdy nie zapomni – i może ona też nie – tego uczucia kiedy wygrał z gryfonami w meczu o Puchar Quidditcha. Ginny była załamana. I może było to niewłaściwe, że nie kibicowała swojemu domowi i przyjaciółce, ale znów założyła srebrną spinkę z zielonymi kamieniami, a jej oczy przez cały mecz trzymały się Draco. On też o tym wiedział. Patrzył prosto na nią kiedy Znicz pojawił się tuż przed jej twarzą. Na początku tego nie zauważyła, w przeciwieństwie do niego. A potem już wszyscy to widzieli. Później, Pokój Wspólny gryfonów pogrążony był niemal w żałobie i cieszyła się, że ma powód by stamtąd zniknąć. Poszła do Pokoju Życzeń gdzie miała nadzieję spotkać Draco. Jak się okazało, był tam, i razem świętowali zwycięstwo.

- Nie powinieneś być ze swoim domem? – zapytała, skrycie zadowolona.
- Byłem. – powiedział cicho – Ale to z tobą chciałeś świętować.

Chyba po raz pierwszy w całym jej życiu tak bardzo zależało jej na meczu Quiditcha. I chyba już nigdy się to nie stanie. Ale tak naprawdę, nie chodziło tu o Quidditch.

Wspomnienia…

Teraz jechał ze Ślizgonami, a ona znalazła sobie osobny przedział. Przez te ostatnie kilka godzin chciała być sama, zanim już na dobre skończy się jej przygoda z Hogwartem. Dostała pracę w Ministerstwie i same Wybitne na OWTMach. Draco zdał wszystkie przedmioty na Zadowalający, a eliksiry, transmutację i obronę przed czarną magią na Wybitny. Nie mogła pojąć tego, że pomimo ogromnej kary, jaką musiała zapłacić jego rodzina, nadal mięli wystarczająco dużo pieniędzy by ich syn żył nie pracując, ale zdecydowała, że to nie jej sprawa. Zawsze pozostaną pomiędzy nimi sprawy, o których nie będą rozmawiać, bo tylko w taki sposób ich relacja mogła istnieć. To również był powód, dla którego nie mogła ona istnieć.

Była sama w swoim przedziale, spoglądając za okno, obserwując mijany krajobraz. To właśnie robiła przez te kilka godzin jazdy, po prostu patrzyła przez okno. Musiała odgonić łzy kiedy opuszczali stację w Hogsmeade wiedząc, że po raz ostatni podróżuje tą trasą. Nawet teraz, jej gardło było lekko ściśnięte. Nie wiedziała czy to dlatego, że wojna już się skończyła i cały stres i poczucie straty do niej wracały, i chciała jechać sama by odgonić ciemne myśli. Czy może dlatego, że już nigdy miała nie zobaczyć Hogwartu. Lub Draco.

Już nigdy z nim nie porozmawia.

Drzewa za oknem wreszcie zaczęły zwalniać i odwróciła od nich wzrok. Kiedy pociąg wreszcie się zatrzymał, wstała i z pomocą różdżki zdjęła kufer z półki nad siedzeniami. Kiedy odwróciła się w stronę drzwi, zatrzymała się gwałtownie. Draco tam był, przebrany ze szkolnych szat w niemal identyczne, w czarnym kolorze ze srebrnymi wykończeniami. Opierał się o drzwi, które były zamknięte. Jakim cudem nie usłyszała kiedy wchodził? Obserwował ją z takim ciepłem w oczach, jakiego jeszcze nigdy u niego nie widziała.

- Co tu robisz?
- Przyszedłem się pożegnać. – powiedział i przysunął się bliżej. Był tak blisko, że nie tylko słyszała, ale także czuła jego oddech, czuła jego ciepło na twarzy – I ci podziękować. Nie zapomnę tego.

Jego głos był ciepły i wiedziała, że mówił o tym, tym roku, ale także o tej, tej chwili.

- Nawet nie dasz nam spróbować, prawda? – mruknęła.
- Nie mogę. – powiedział miękko – Wiesz, że nie możemy.
- Ale dlaczego? – nie chciała brzmieć na aż taką zdesperowaną. Jej głos załamał się po tych dwóch słowach.
- Zrobiłbym to gdybym mógł. – powiedział – Wiesz o tym. Słuchaj…
- Boisz się.
- Tak, boję się. Nie jestem taki jak ty. Nie jestem gryfonem. Nie mogę po prostu… Nie mogę tego ciągnąć. Jedno z nas musi myśleć racjonalnie i chociaż raz będę to ja. Nie wejdę w to na ślepo. Przemyślałem to, ty również, jestem tego pewien. I oboje doszliśmy to tego samego wniosku.
- Nawet jeśli tego nie chcę?
- Szczególnie jeśli tego nie chcesz.
- Chciałabym… - zaczęła i przerwała.
- Co byś chciała, Hermiono? – zapytał.
- Chciałabym wiedzieć, - powiedziała – co by się stało jeśli byśmy spróbowali.

Był cicho przez dłuższy czas.

- Słyszałaś o życzeniach do spadających gwiazd?
- Tak. – odpowiedziała zdziwiona – Co…
- Następnym razem kiedy spojrzysz w niebo, - przerwał jej – w gwieździstą noc, zażycz sobie, najmocniej jak umiesz, do jakiejkolwiek gwiazdy. Chcę żebyś na nie spojrzała i przypomniała sobie…
I przypomniała sobie ten wieczór kiedy razem patrzyliśmy w gwiazdy i pokazałem ci moją konstelację. I wtedy będziesz wiedziała, że o tobie myślę. Dobrze? – nie pozwolił jej odpowiedzieć – Jeśli chodzi o twoje życzenie… wiesz. Wiesz co by się stało. Ale nie myśl o tym. Zapomnij o tym. Zapomnij o tym wszystkim… po prostu pomyśl o sobie i o mnie, o tej chwili. Odpuść całą resztę tak jak nauczyłaś mnie bym odpuścił moją przeszłość.

I nagle jego usta były na jej. Delikatnie, nie biorąc, ale dając. Oddając całą łagodność, z jaką traktowała go przez ostatni rok. Smakował jak sól i morze, ale może były to tylko jej własne łzy, płynące po jej twarzy. Czuła desperację kryjącą się za tym pocałunkiem. Tak samo jak wdzięczność. I otworzyła dla niego usta, pogłębiając pocałunek, ciesząc się nim, wiedząc, że będzie to ich ostatni.

Odsunął się. Spojrzała na niego, czując się trochę oszołomiona.

Jeszcze raz ją pocałował, tym razem w czoło, i uśmiechnął się.

- Do widzenia, Granger.
- Do widzenia, Draco. – powiedziała, próbując opanować drganie głosu.

A potem zniknął i tym razem, to naprawdę był koniec.

Tak po prostu.

~-o-~

Kiedy samotnie wyszła z pociągu, wszyscy tam byli. Weasleyowie. Nawet Bill i Fleur, nawet Percy i Audrey. Kątem oka widziała biegnącą Lunę i Georga łapiącego ją w talii, przytulając mocno. Stali tak, jego broda na jej głowie, jej ręka na jego klatce piersiowej, ale Hermiona była zbyt zajęta patrzeniem się na kogoś innego.

Ron tam był, stojąc obok Harry’ego, patrząc prosto na nią. Czuła jak mocno jej serce bije, kiedy powoli do niej podchodził. Ginny nagle ją porzuciła.

- Hej. – powiedział z uśmiechem, który podnosił jej serce do gardła – Jak było? Tęskniliśmy za tobą.

Nie napisał nawet raz. Nie myślała o nim – tak naprawdę – od tygodni. Ale tu i teraz, nagle, wszystko, co do niego czuła, powróciło. Uśmiechał się, jego oczy błyszczały, a jego głos był wesoły. W jakiś sposób się uleczył. I kiedy zdała sobie z tego sprawę, jej serce niemal podskoczyło z radości. Obok niego, Harry wyglądał na bardziej zrelaksowanego niż kiedy widziała go kilka miesięcy temu. Nagle poczuła ogrom miłości do nich obu i musiała zwalczyć łzy gromadzące się pod powiekami. Nareszcie jej najlepsi przyjaciele do niej powrócili.

- Było w porządku. – powiedziała – Nawet lepiej.
- Zawsze kochałaś szkołę.

Objął ją ramionami w talii i przyciągnął do siebie. Nie poczuła niczego, żadnego ciepła, ale kontakt był dziwnie uspokajający.

- Wszyscy przyszli tylko dla nas? – zapytała, rozglądając się.
- Nie zwracaj na nich uwagi. – wyszeptał z ustami nagle blisko jej ucha – Ja jestem tu tylko dla ciebie.
- Ginny to twoja siostra.
- A ty jesteś moją dziewczyną. – powiedział, biorąc jej rękę w wolną dłoń i stykając ich czoła – Lub będziesz, pewnego dnia, kiedy będziesz gotowa. Jeśli… jeśli nadal chcesz nią być. – powiedział niskim głosem i dodał – Przepraszam.
- To nie była twoja wina. – powiedziała i zdała sobie sprawę, że wierzy we własne słowa. Kiedy to się stało? – Wtedy, ja też nie byłam na to gotowa.

Wtedy… Czy to naprawdę było tylko rok temu? Czuła jakby minęło dużo więcej czasu.

- Więc… - uśmiechnął się do niej – Jest już zapóźno…? Czy może myślisz, że możemy spróbować. Ja jestem gotowy.
- Ja też.

I wtedy ją pocałował, delikatnie, w czoło. Nie było ognia, nie było ciepła. To było jak prezent, jak przeprosiny, obietnica czegoś więcej. Nie przypominało to ich pocałunku podczas Bitwy. To był świeży początek.

George zagwizdał i jak przez mgłę usłyszała jego głos.

- Nareszcie! Długo ci to zajęło!

Rozpoznała śmiech Harry’ego i Ginny też coś powiedziała. Nawet kiedy się odsunęła by pokręcić głową w ich stronę, nie mogła pozbyć się szerokiego uśmiechu.

To był długi rok. Czasami wesoły, czasami trudny i zdecydowanie pełen niespodzianek. Ale ten rok dobiegł końca. Przyszedł czas by spojrzeć w przyszłość.

Więc spojrzała na jej dłoń w dłoni Rona i powiedziała, bardziej do świata niż do siebie:
- Zróbmy to.

Ron uśmiechnął się do niej i powtórzył.
- Tak, zróbmy to.

~-o-~


Tej nocy, gwiazdy błyszczały na tle czarnego nieba. Tak jasne jak ich przyszłość.

***

CZYTASZ = KOMENTUJESZ



Rozdział niesprawdzony! Obiecuję, że zrobię to po powrocie z pracy. Nope, już zrobione! :D
Płakałam pisząc to, serio. Czy todziwne, że trochę nienawidzę Rona? To już ostatni rozdział Dramione w tym opowiadaniu. Został jeszcze tylko epilog. Jak myślicie, o kim? 
Mam nadzieję, że wam się podobał! Ja już lecę do pracy, bo się spóźnię (as always...). Jeśli to czytasz, napisz w komentarzu słowo 'cytryna'. Dziękuję z góry.
Miłego dnia!

xoxo
Lexie

środa, 11 czerwca 2014

Lovingly, Draco Lucius Malfoy by mysterymoon





- Co dokładnie musimy zrobić? – wykrzyczał Draco. Pomińmy, że miał już 24 lata i powinien zachowywać się jak na dorosłego przystało. Sytuacja, do której był właśnie zmuszany była warta tej furii.
- Uspokój się, Malfoy. Ja też nie skaczę ze szczęścia na myśl o pracy z tobą. Ale ja nie drę się na wszystko wokół z tego powodu, prawda? – powiedziała Hermiona, delikatnie odgarniając włosy na jedną stronę.
- Wypraszam sobie! Wcale nie wydzieram się na wszystko dookoła! – powiedział Draco zdenerwowanym głosem.
- Tak, właśnie widzę. W każdym razie, Panie Bilington, widzi Pan dlaczego jest to niemożliwe, żeby nasza dwójka razem pracowała. Nie dogadujemy się zbyt dobrze, mówiąc delikatnie. – powiedziała Hermiona w stronę jej przełożonego, Szefa Departamentu Przestrzegania Prawa.

Po wojnie, Hermiona zdecydowała się wrócić do Hogwartu i dokończyć swoją edukację. W dniu rozdania dyplomów, Minister Kingsley bezzwłocznie zwerbował ją do pracy w Ministerstwie. Wiedział, że chciała się kształcić na Uzdrowiciela, ale przekonał ją, że Ministerstwo potrzebuje tak światłej osoby z jej pokolenia by pokazać światu, że próbują robić to, co dobre, podczas naprawiania delikatnego społeczeństwa. Pomimo tego, że jej serce było przeciwko, zgodziła się.

Została przydzielona do Departamentu Przestrzegania Prawa i, jak każdy inny pracownik, ciężko pracowała na swoją reputację i awanse. Odmawiała specjalnego traktowania i perfekcyjnie wykonywała swoją pracę. Z jej sugestiami i strategiami, Ministerstwo zdołało wyłapać Śmierciożerców i skazać ich w ciągu zaledwie roku. Ich odsiadki jednak nie miały być dłuższe niż 15 lat. W końcu, nie chcieli być jak ludzie, których zatrzymywali.

Pierwszy rok jej pracy minął świetnie, profesjonalnie i prywatnie.

Od tego momentu zaczęła się równia pochyła. Harry i Ginny wzięli ślub, zostawiając ją z marudnym Ronem. Ciągle męczył ją by go poślubiła, nawet po tym, jak odmówiła mu po raz piąty. W końcu zmęczyło ją jego nieustanne marudzenie i czepianie się, i zerwała z nim. Potem spędziła dwa miesiące napastowana pytaniami od reporterów i przyjaciół.

Jej poprzedni szef odszedł rok temu, a nowy otwarcie jej nienawidził. Myślał, że wykorzystała status ‘Przyjaciela Harry’ego Pottera’ by dostać się tam gdzie obecnie była, i kontynuował ośmieszanie jej przed współpracownikami i zawalanie jej nic nieznaczącą pracą.

Jej trzeci rok nie był wcale lepszy.

Ron próbował wzbudzić w  niej zazdrość umawiając się znów z Lavender Brown. Ale zdołał tym tylko jeszcze bardziej ją wkurzyć. W pracy, szef zredukował ją do stanowiska dziewczynki do pośmiania się.

Podczas czwartego roku, Harry i Ginny przywitali na świcie małego Jamesa Syriusza. Lavender zaszła w ciążę z Ronem. A ona biegała po kawę dla współpracowników.

Rozważała odejście, ale nie wiedziała co zrobiłaby później. Szkolenie na Uzdrowiciela zajmowało pięć lat plus dwa lata na badania. A ona nie chciała być trzydziestolatką z niepewną pracą.

Jej piąty rok był najgorszy. Ron poślubił Lavender, a ona zrezygnowała z wizyt w Norze by uniknąć wszechobecnych ‘Lav-Lav’ i ‘Mon-Ron’. Ich syn, Henry Fred, był uroczy, to było pewne. Ale Hermiona nie mogła znieść tych dziwnych min, które robił do niego Ron, jakby chcąc przyłożyć jej w twarz jego szczęśliwym życiem.

Nic z tego nie było jednak gorsze niż 14 kwietnia. Tego dnia, Draco Malfoy znów wkroczył do jej życia. Po wojnie, opuścił kraj i plotkowano, że przebywa gdzieś w Singapurze, w jednej z wielu jego rodzinnych posesji.

Aż do wtedy.

Robert Bilington wiedział o ich relacji i szybko kazał jej oprowadzić i wyszkolić go, nie chcąc opuścić ani jednej okazji by ją zezłościć. Ten rok był straszny, a Malfoy nie raz był niesamowicie blisko od bycia walniętym klątwą. Oczywiście jej prośby i krzyki szły na marne i musiała nadal pracować z tym dupkiem.

- Panno Granger, doceniłbym jeśli zatrzymałaby pani swój sarkazm i pouczenia dla siebie. Ja jestem szefem i wiem co robię. Ty i Pan Malfoy będziecie pracować razem nad tegorocznym Przyjęciem dla Pracowników Ministerstwa. I nie oczekuję niczego oprócz perfekcji. Panie Malfoy? – powiedział pan Bilington srogim głosem i odwrócił się by spojrzeć na Draco.

- Tak, Robercie. – powiedział znudzonym głosem Draco. Ich szef nie miał problemu z Draco. Hermiona ubolewała nad tym za każdym razem kiedy była wyśmiewana za swoją pracę, a Draco nagradzany za taką samą.
- Dobrze. – uśmiechnął się – Panno Granger, czy muszę przypominać jak wielkim zaszczytem jest organizacja tej imprezy?

Pokręciła głową.

- Wiecie, że to najpopularniejsze wydarzenie w roku. Oboje musicie zająć się wszystkim. Zaczynając od sali, przed catering, dekoracje, aż do muzyki… Musimy pobić zeszłoroczne przejażdżki na smokach zorganizowane przez Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. Wszystko zostanie sfinansowane przed nasz Departament. Nie chcę być niepokojony z powodu każdego małego szczegółu, Panno Granger. Powodzenia, Panie Malfoy. – powiedział i opuścił pokój bez żadnych protestów czy dyskusji.
- Dlaczego on zawsze jest dla ciebie taki miły? – mruknęła Hermiona kiedy i oni wyszli.
- Wszyscy mnie kochają. Jestem czarujący.
- Skoro tak twierdzisz. Musiałeś go przekupić lub podsunąć mu eliksir miłości. Widziałeś sposób, w jaki on na ciebie patrzy?
- Czy wykrywam zazdrość, Granger?
- Ha! Jak bym miała o co być zazdrosna. Nie rozbudzaj swoich nadziei, dobra? – powiedziała zanim odeszła w stronę swojego biura.
- Wygląda na to, że ty masz rozbudzone nadzieje, Granger. Nie zapomnij wysłać mi swoich planów pod koniec tygodnia.

Hermiona zatrzymała się.

- Co masz na myśli? Jeśli myślisz, że sama odwalę całą robotę, a ty zbierzesz za to pochwały, zapomnij. Pracujemy w drużynie. Więc albo podzielimy się głównymi punktami albo robimy wszystko razem. Więc jak będzie, Malfoy?
- Ale byłabyś szczęśliwsza mając kontrolę nad każdym detalem, prawda, Granger? – powiedział Malfoy ze złośliwym uśmiechem.
- Cóż, to prawda. – odpowiedziała Hermiona ignorując jego sarkazm – Ale nie pozwolę ci zgarnąć wszystkich pochwał od Bilingtona. Wybieraj. Prawdę mówiąc, nieważne. Dla mojego dobra i zdrowia psychicznego, nie będę z tobą pracować. Do wieczora, wyślę ci listę rzeczy, którymi musisz się zająć, dobra?

I odeszła zanim zdążył zaprotestować lub znów z niej zażartować.

~-o-~

Malfoy,
Tu masz listę rzeczy, którymi musisz się zająć.
1) Napoje (bar, drinki, barmani, menu, składniki)
2) Lista gości (nazwiska, zaproszenia, rozesłanie zaproszeń)
3) Muzyka (sprawdzić dostępność zespołów)
4) Ochrona
Będziemy musieli się spotkać i wybrać temat przewodni i opracować część aukcyjną.
Bądź w moim biurze dzisiaj o 7.30.
Proszę, potwierdź otrzymanie listy.
Hermiona.

Granger,
‘Potwierdzam otrzymanie listy.’
Nie jestem na twoje posyłki, nie przyjdę do twojego biura.
Jeśli masz coś do obgadania, możesz zawsze przyjść do mojego.
Proszę, potwierdź wyciągnie swojej głowy z tyłka jak najszybciej.
Kochający,
Draco Lucjusz Malfoy

Czy ty zawsze musisz być taki bezmyślny?
Miej już kilka pomysłów kiedy tam przyjdę.
H.

Cokolwiek sobie życzysz, Granger.
Kochający,
Draco Lucjusz Malfoy.

Przestań to pisać. Ludzie mogą sobie coś pomyśleć.
H.

Co pisać, Granger?
Kochający,
Draco Lucjusz Malfoy.

KOCHAJĄCY.
H.

Och… Granger mnie kocha. Zawsze o tym wiedziałem.
Kochający,
Draco Lucjusz Malfoy.

WCALE NIE.
Miałam na myśli to, że powinieneś przestać używać tego słowa w listach do mnie.
H.

Jasne, okłamuj samą siebie jeśli chcesz. ;)
I dlaczego w ogóle miałbym to zrobić?
Kochający,
Draco Lucjusz Malfoy.

Jasne, nadmuchuj swoje ego jeszcze bardziej jeśli chcesz.
Po prostu przestań. Nie podoba mi się to i to do ciebie nie pasuje.
H.

Nie muszę ‘nadmuchiwać’ swojego ego jeszcze bardziej. Jeśli wiesz, co mam na myśli. ;)
Dobra, daj mi jakiś zamiennik i pomyślę o używaniu go.
Kochający,
Draco Lucjusz Malfoy.

Czy dla ciebie wszystko ma jakiś podtekst?
I gdzie nauczyłeś się używać emotikon?
Hm… jak ci się podoba ‘Z poważaniem’?
H.

Hermiono Granger, jak śmiesz?!
To miał być mały, niewinny komentarz odnoszący się do wielu artykułów na mój temat mówiących, że jestem egoistycznym, ale bogatym i niesamowicie przystojnym czarodziejem.
Ale jeśli już o tym wspomniałaś, to tej drugiej sprawy też nie muszę ‘nadmuchiwać’. ;)
Czyż nie są wspaniałe? Blaise mnie nauczył. On nauczył się od swojej mugolskiej dziewczyny.
Jesteś pewna, że masz tylko 24 lata, a nie 70? Kto tego w ogóle jeszcze używa?
Pozostanę przy ‘kochający’.
A teraz już się nie obijaj. Płacą ci za pracę.
Kochający,
Draco Lucjusz Malfoy.

Tak, i mówi to Pan-w-którym-zakochany-jest-jego-szef.
I nie wiem dlaczego ci o tym mówię, skoro i tak będziesz robił sobie ze mnie z tego powodu robił żarty, ale już prawie skończyłam moje plany odnośnie lokalizacji, dekoracji, cateringu, pomysłów na temat przewodni, organizacji aukcji i atrakcji.
Jeśli skończyłeś, moglibyśmy się spotkać. Daj mi znać jak ci idzie.
H.

Ha, wiedziałem, że jesteś zazdrosna.
Jeśli chodzi o tą drugą sprawę, to nie byłabyś Granger gdyby było inaczej. ;)
I wiem, że twoje ‘prawie’ znaczy napisane, zapamiętane i oznaczone kolorami w teczce.
Zbyt dobrze cię znam. Jasne, daj mi 5 minut żeby ogarnąć moje notatki, dobra?
Kochający,
Draco Lucjusz Malfoy.

~-o-~

W końcu zdecydowali się na ‘Zimową Krainę Czarów’ jako temat przewodni.

Hermiona walczyła zawzięcie przeciw jego nietypowemu pomysłowi na ‘Smoki kontra Roboty’. Był dziwnie zafascynowany mugolskim zwyczajami. Hermiona niemal się wzdrygnęła na obraz pięknej Sali balowej w hotelu Lutetia, którą zarezerwowała jak tylko zobaczyła jej zdjęcie, udekorowanej w srebrne, aluminiowe roboty i śmierdzące, płonące ogniem smoki. Draco mocno walczył przeciw jej pomysłowi na ‘Piękną i Bestię’ zainspirowaną niedawnym trendem Czarodziej-pozna-Mugola. Gdzieś głęboko, tak właściwie podobał mu się ten pomysł, ale nie mógł oprzeć się pokusie niezgodzenia się z nią i zobaczenia jej sfrustrowanej.

Na pomysł Krainy Czarów wpadli przypominając sobie Bal Bożonarodzeniowy w Hogwarcie. Ponieważ temat był trochę monotonny w porównaniu z poprzednimi, zdecydowali się zaszaleć przy dekoracjach.

Przez następny tydzień jadali razem obiady.

Zaczęło się to przypadkiem kiedy podczas pory obiadowej, Draco przyszedł do jej biura z planami rozmieszczenia mebli i jakiś większych dekoracji. Tego dnia, razem zjedli jej makaron podczas kłócenia się i wymieniania opinii.

Następnego dnia, Draco przyniósł swoją listę zespołów i torbę kanapek z serem i szynką.

Trzeciego dnia, Hermiona przejęła inicjatywę. Razem ze swoją propozycją budżetową, którą musiał przejrzeć, wzięła ze sobą dwa burgery i pudełko ciastek.

Czwartego dnia, wciągnął ją do swojego kominka i użył Sieci Floo by zabrać ją do pizzerii, którą lubił.

Piątego dnia, złapała go za ramię i aportowała się w hinduskiej restauracji, odkrywając przed nim świat pysznych i niesamowicie przyprawionych curry i chlebowi naan.

Oczywiście rozmawiali o planach, ale także o wspólnych zainteresowaniach. Hermiona była zaskoczona jego miłością do teatru, a Draco był zdumiony jej głęboko zakorzenioną pasją do podróży.

A potem nadszedł dzień, który zmienił ten dziwny układ, który ustanowili. Upadek nastał w kilku fazach.

Hermiona zapytała go o jego opinię na temat wprowadzenia większości potraw z kuchni greckiej w ich bufecie. Zgodził się i nawet dopasował menu napojów do jej pomysłu. Nawet w sekrecie wydał trochę własnych pieniędzy by przywieźć najlepsze ouzo, prosto z Grecji. Cóż, dla niego było to trochę. Wydał dokładnie 4500 galeonów.

Później tego ranka, otrzymał sowę od Hermiony, która informowała go o zmianie z greckich potraw na te z środkowego wschodu, bo wierzyła, że to ‘bardziej pasuje’ do ich tematu przewodniego.

Nie ma problemu, pomyślał. Więcej dla mnie.

Potem odkrył, że jego plany na zamrożone meble zostały wycofane.

Był trochę zdenerwowany, ale nie odezwał się.

Jeszcze później zobaczył, że na jego planach zespół ’Dziwne Siostry’ został wykreślony. Zaraz na dole strony dostrzegł pismo Hermiony. ‘Zamień na ‘Zaczarowane Symfonie’’.

Teraz był bardzo zdenerwowany. Dziwne Siostry były dużo lepsze i dużo bardziej zabawne niż Zaczarowane Symfonie, które grały jazz.

Ostatnim źdźbłem było kiedy zobaczył, że wykreśliła z listy jego rodziców. Posunęła się za daleko.

Jak burza, ruszył do jej biura i natarł na drzwi.

- Ej, ty! – wykrzyknął zdenerwowany.
- Ty, kto? – zapytała spokojnie, odmawiając współpracy i odnosząc się miło do krzyczącego Draco.
- Ty, ty. – krzyknął, denerwując się jeszcze bardziej.
- Ty, kto?
- Wyjdź. – ryknął na Susan, ich koleżankę, która była w biurze Hermiony – Teraz.
- Draco, serio, to nie jest… Susan, nie płacz. Przyjdę do ciebie jak go uspokoję, dobrze?
- Uspokoisz? Uspokoisz?!
- Draco, usiądź i powiedz mi co się stało.
- Nie mam zamiaru już cię słuchać. Musisz kontrolować wszystko, prawda? Cóż, tym razem, to ty sobie posłuchasz. Muzyka była moim przydziałem. Chcę Dziwne Siostry, więc będą Dziwne Siostry. Chciałaś greckie jedzenie, więc dopasowałem do ciebie napoje. A potem zmieniasz całe pieprzone menu. Chciałem lodowe meble, a ty nie chcesz słuchać niczego co ktokolwiek do ciebie mówi więc bez konsultacji ze mną, wycofujesz cały pomysł. I nie lubisz moich rodziców więc wykreślasz ich z listy. Kto dał ci prawo by... mmphhh. – z szoku przestał mówić kiedy poczuł jej usta na swoich.

Jej ręce były na jego karku, a jej oczy były zamknięte. Przez kilka chwil, stał oniemiał. Potem, ponieważ jest mężczyzną, zaczął również ją całować, przejmując kontrolę nad pocałunkiem, przyciągając jej ciało bliżej, przejeżdżając językiem po jej dolnej wardze dopóki nie otworzyła delikatnie ust, dając mu zaproszenie. Smakowała jak miętówki, które ciągle jadła, a on smakował jak gorzka czekolada, którą w sekrecie podjadał po obiedzie.

Jęknęła i oplotła go nogami w pasie, a on oparł jej plecy o drzwi. Ich pocałunek się pogłębiał i był coraz bardziej żarliwy. Hermiona zaczęła nieświadomie luzować jego krawat i zdejmować jego marynarkę podczas gdy Draco rozpinał jej koszulę by ujawnić czarny biustonosz, który kontrastował z jej mleczną skórą. Przeniósł usta na jej kark, ssąc jej skórę kiedy Hermiona przejechała rękami przez jego włosy, trzymając go blisko. Dokończył rozpinanie jej bluzki i już prawie uwolnił jedną z jej piersi kiedy odzyskała trzeźwość umysłu.

- Draco, musimy przestać. – wyszeptała ochrypłym głosem.

Przez kilka minut przetwarzał jej słowa i widział w jej oczach, że przerywanie było ostatnią rzeczą jakiej teraz chciała. Jednak postawił ją na ziemi i obserwował jak poprawia swoją koszulę.

- Um, och… ja…
- Dlaczego to zrobiłaś?
- Wyglądało to na jedyny sposób by cię zamknąć.
- Nie możesz mnie po prostu całować, Hermiona.
- Cóż, właśnie to zrobiłam. I nie wyglądało jakbyś miał coś przeciwko.
- To oczywiste. Jaki facet nie chciałby żeby dziewczyna się na niego rzucała?
- Wcale się na ciebie nie rzuciłam! Tylko chciałam żebyś przestał mówić.
- Cóż, przestałem, ale nadal jestem zły.
- Czemu nie wymienisz wszystkich rzeczy, o które jesteś zły? Spokojnie. A ja ci powiem dokładnie dlaczego je zmieniłam.
- Potrawy.
- Jak już mówiłam, bardziej pasuje do tematu. Bilington zasugerował byśmy pozwolili gościom wybrać świeże ryby z akwarium, lub warzywa i mięso do upieczenia na grillu przed nimi.
- Meble. Chciałem lodowe meble.
- Tak samo jak chciałeś żeby każdy odmroził sobie tyłek na lodowych krzesłach? Myśl praktycznie, Draco.
- Zespół. Nikt nie chce słuchać muzyki dla staruszków.
- Po pierwsze, Dziwne Siostry są już zarezerwowane na ten wieczór. Po drugie, zarezerwowałam DJa o pseudonimie Zaczarowane Symfonie, nie grupę jazzową.
- Och. – mruknął zdumiony Draco – Najważniejsza rzecz, wykreśliłaś moich rodziców z listy gości. Wiem, że ich nie lubisz, ale pozwolono nam zaprosić rodziny, a ja chcę żeby oni tam byli. Nie powinnaś była tego robić.
- Wysłali niedawno list odmawiający. Tego tygodnia jadą do Australii.
- Och, dobra. – powiedział Draco. Jego złość zamieniła się w zmieszanie. Wymruczał przeprosiny do uśmiechającej się kpiąco Hermiony i ruszył do drzwi.
- Ej, ty. – Draco się odwrócił – Chcesz skoczyć na kawę?

~-o-~

Przyjęcie było wielkim sukcesem. Ich aukcja zebrała 6 milionów galeonów, a wszyscy byli oczarowani jedzeniem, dekoracjami i atrakcjami. Hermiona zainstalowała projektor i puściła zdumionym pracownikom filmy. Był to prosty, ale ogromy sukces. Nie było osoby, która nie bawiła się dobrze i każdy rozmawiał o przyjęciu przez kolejne dwa miesiące.

Hermiona i Draco zaczęli się umawiać po tym niecodziennym popołudniu w biurze. Podstawa ich związku utworzyła się kiedy zaczęli spędzać razem czas, przygotowując przyjęcie. Plan Bilingtona by upokorzyć Hermionę nie wyszedł.

Draco trzymał ją w napięciu, nigdy nie pozwalając by ich relacja i rozmowy stały się nudne.

Ona nie musiała udawać głupszej podczas ich rozmów. Był równie inteligentny.

Z nią mógł być otwarty i szczery. Nie oceniała go i słuchała jego wyjaśnień.

Okazało się, że ona kocha go drażnić. To nie tylko dawało jej inne spojrzenie na temat, ale także wprawiało ją w dobry humor.

Okazało się, że on kocha ich podróże. Trochę przereklamowane, ale w pewnym sensie perfekcyjne, nawet jeśli miały swoje wady.

Okazało się, że ona mogła śmiać się przy nim bez przeszkód. Jego ciągłe podteksty i żarty doskonale zmniejszały stres.

Okazało się, że z nią w swoim życiu, on stał się lepszą osobą. Jej system wartości i zasady sprawiały, że chciał być lepszą osobą, dla niej.

Kłócili się, ale nigdy by się skrzywdzić. Nie ustalili żadnych zasad ani nie powiedzieli nic na głos. Stworzyli cichą harmonię i w piątym miesiącu ich umawiania się, zamieszkali razem. Ich związek został bardzo dobrze zaakceptowany przez ich rodziny i przyjaciół, i bardzo źle zaakceptowany przez media i innych członków społeczeństwa.

Media kpiły z pozornie niemożliwego związku między ludźmi o tak różnym pochodzeniu. A publika wariowała na myśl o ich dwójce razem. Otrzymywali sporo negatywnych opinii, ale pokonywali je i pod koniec dnia, byli równie silni.

Jednak byli zaskoczeni szybką i łatwą akceptacją przez ich rodziny i przyjaciół.

- My, jak to powiedzieć… Draco i ja, my, cóż, jesteśmy razem. – powiedziała niepewnie Hermiona, ściskając Draco za ramię, nie śmiejąc spojrzeć na swoich rodziców.
- I to jest ten… chłopiec… z twoich opowieści ze szkoły?
- Tak, tato.
- Kotku, nie sądzisz, że trochę wyolbrzymiałaś? On nie wygląda na takiego, jakiego opisywałaś.
- Jak już mówiłam, zmienił się.
- Jeśli tylko cię uszczęśliwia, a w to wierzę, kompletnie cię wspieramy. Witaj w rodzinie, Draco. – powiedział jej ojciec, po czym wstał i przytulił Draco.

Zdecydowali się powiedzieć ich przyjaciołom na raz. Oboje wysłali listy prosząc by spotkali się z nimi w Trzech Miotłach. Harry, Ron, Ginny, Pansy, Blaise i Teo byli bardziej zaskoczeni widząc siebie nawzajem niż słysząc o ich związku.

- Nareszcie! – westchnął Harry.
- Niezła z niej laska. – mrugnął Blaise.
- Granger, jak to się stało, że wreszcie go gdzieś zaprosiłaś? To oczywiste, że on nie miał na tyle odwagi by zrobić to pierwszy. – zażartował Teo.
- Właśnie, Granger. On zawsze na ciebie narzekał, od czasu Hogwartu. Jak to zrobiłaś? – zapytała Pansy, pochylając się do przodu.
- Um… My tak jakby wiedzieliśmy. – powiedziała nieśmiało Ginny wskazując na siebie i Rona, który był czerwony na twarzy.
- Co masz na myśli? – zapytała Hermiona.
- Więc w zeszłym tygodniu, przyszliśmy do twojego biura żeby zapytać czy przychodzisz na przyjęcie-niespodziankę z okazji urodzin mamy i… um, Malfoy też tam był.

Hermiona szeroko otworzyła oczy, zdając sobie sprawę, co ma na myśli.

Draco, siedzący obok niej, wybuchnął śmiechem, a potem dołączyła do niego cała reszta.

Reakcja rodziców Draco była najbardziej zaskakująca.

­- Ojcze, od dwóch miesięcy jestem z związku z Hermioną. – powiedział spokojnie Draco, maskując strach i zdenerwowanie.
- Ha, wisisz mi 100 galeonów Cyziu. – wykrzyczał jego ojciec.
- Ja… ja nie rozumiem. – powiedział zaskoczony Draco.
- Och, mieliśmy zakład. Ja twierdziłem, że wasza dwójka jest razem pod dwóch do trzech miesięcy, a twoja matka twierdziła, że tylko od dwóch do trzech tygodni. Byłem bliżej więc wygrałem.
- Ale jak wy w ogóle wiedzieliście, że my… och, nieważne. – zamilkł Draco, przypominając sobie, że jego ojciec ma wszędzie szpiegów.

Lucjusz i Narcyza mieli na twarzach identyczny uśmiech.

Hermiona i Draco tylko patrzyli na siebie w szoku.

Nie był to normalny związek, ale działał. Bardzo dobrze.

Teraz, rok później, stała w kącie Sali na corocznym Przyjęciu dla Pracowników Ministerstwa, sącząc swojego szampana z wysokiego kieliszka, rozglądając się wokół i rozmyślając nad zeszłorocznymi wydarzeniami.

- Dlaczego się chowasz?

Odwróciła się w lewo i zobaczyła Draco ubranego w mugolski frak, z włosami zaczesanymi do tyłu.

- Wspominam.

Kiwnął głową i objął ją ręką.

- Czy mówiłem ci dzisiaj, że wyglądasz zniewalająco?
- Dzięki, ty też.
- A nie jest tak zawsze?

Żartobliwie strąciła jego ramię, odwracając się do niego twarzą i wciągając zapach, który określała jako jego.

- Kocham cię. – po raz pierwszy powiedział to otwarcie.
- Kogo? – zapytała, nawiązując do dnia ich pierwszego pocałunku.
- Ciebie.
- Kogo?
- Ciebie, Hermionę Granger, irytującą, małą, wszystkowiedzącą maniaczkę książek. Uroczą, niesamowitą miłość mojego życia. Kocham cię. – powiedział i pochylił się by ją pocałować, po czym odsunął się i oparł brodę na jej głowie.

- Hej, ty.
- Ty, kto? – uśmiechnął się.
- Ty, ty.
- Ty, kto?
- Też cię kocham. – powiedziała, przyciągając go by go pocałować.

~-o-~

Kolejny rok później…

Granger,
Obiad w tej włoskiej knajpce niedaleko domu. O 2. Bądź gotowa.
Kochający,
Draco Lucjusz Malfoy.

Draco,
Za dużo pracy. Nie płacą mi za ‘obijanie się’.
H.
P.S. Przestań się tak podpisywać. Już znam twoje pełne imię.

Granger,
W takim razie, przyniosę jedzenie do twojego biura. Bądź gotowa.
I jesteś szefem, możesz się obijać ile chcesz w tym swoim wielkim biurze.
Kochający,
Draco.
P.S. Zadowolona? I możesz przestać się tak podpisywać. Czuję się nieważny.

Draco,
Jeśli dobrze pamiętam, nie jesteś na moje posyłki. Ale nie mam zamiaru odmówić jedzeniu.
Więc dobrze.
Zazdrosny, Malfoy? ;)
H.
P.S. Jak mam niby się podpisywać?

Hermiona,
Nie jestem, po prostu robię to, co każdy dobry chłopak.
Nie byłoby mi miło gdybyś umarła z głodu.
Jestem jak diabli. Chcesz się zamienić?
Kochający,
Draco.
P.S. Może przynajmniej twoje inicjały. Będę miał wrażenie, że mnie kochasz.

Draco,
Nie byłoby miło gdybyś musiał sam się sobą dzisiaj zająć, prawda? ;)
Nadal nie. za bardzo podoba mi się widok.
HJG
P.S. Już czujesz się wystarczająco kochany?

Hermiona,
Nie zrobiłabyś tego. Jesteś gryfonką.
Kochający,
Draco.
P.S. Troszeczkę. Mogę cię jednak o cos spytać?

Draco,
Tym bardziej miałabym odwagę by to zrobić, kochanie. ;)
HJG
P.S. Jakbyś kiedykolwiek potrzebował pozwolenia… ale jasne, pytaj.

Hermiona,
Cóż, więc spodziewaj się, że przestanę robić to coś co lubisz. Wiesz. TO COŚ.
Kochający,
Draco.
P.S. Co byś powiedziała na zmianę inicjałów?

Draco,
Nie śmiałbyś!
HG
P.S. Lepiej?

Hermiona,
Śmiałbym.
Chociaż masz rację, chyba bym jednak tego nie zrobił. ;)
Kochający,
Draco.
P.S. Tak właściwie to myślałem o czymś bardziej jak HGM/HM/HJM/HJGM. Wolałbym HM, ale co ty myślisz?

Draco,
Czy to jest to, co ja myślę?
HG

Hermiona,
A co myślisz?
Kochający,
Draco.

Draco,
Nie wiem czy czytam do poprawnie.
HG

Hermiona,
Czy kiedykolwiek przeanalizowałaś coś niepoprawnie?
Kochający,
Draco.

DRACO MALFOY, CZY TY W TAKI SPOSÓB MI SIĘ OŚWIADCZASZ?
H

Hermiona,
A byłabyś bardzo zła gdyby tak było?
Kochający,
Draco.
P.S. Jaka byłaby twoja odpowiedź w takim przypadku?

Tak. Definitywnie.
HG

Hermiona,
To ‘tak’ było odnośnie czego? Oświadczyn czy bycia złym?
Kochający i zestresowany,
Draco.

Odnośnie obu tych rzeczy, Panie Malfoy.
HG, niedługo HGM

Hermiona, kocham cię. A teraz porozmawiajmy o planach weselnych, dobra?
Kochający,

Draco, niedługo twój mąż.

***

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Calliste Bajkowe szablony