Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sprawy rodzinne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sprawy rodzinne. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 lipca 2015

Sprawy rodzinne. Rozdział 6




Po rozmowie z Amelią i Kingsleyem, Harry i Ron zdecydowali, że powinni jak najszybciej dostać się do Świętego Munga. Niezbyt cieszyli się z perspektywy zobaczenia się z Malfoy'ami, zwłaszcza tajemniczą synową, która miała czelność się na nich skarżyć, ale wiedzieli, że będą musieli to zrobić prędzej czy później. Nie mieli zamiaru dawać Malfoy'om więcej argumentów.

- To strata czasu. Wiesz o tym, co nie? - mruknął Ron kiedy razem z Harrym szli korytarzami szpitala.
- Wiem, ale nie mamy wyboru w tej sprawie. - odpowiedział Harry – Nie kiedy jakaś snobka, żona Malfoya, na nas doniosła.
- Nadal nie mogę w to uwierzyć. - oburzył się rudzielec – Kim ona myśli, że jest? Głupi Malfoy'owie, myślą, że świat do nich należy.
- Problemem jest to, że oni nadal mają zbyt wiele wpływów. Z takimi pieniędzmi mogą kupić wszystko i każdego. Ludzie boją się im postawić, o to chodzi. Tylko spójrz na Lucjusza, on nadal powinien być w Azkabanie. Nawet informacje o Śmierciożercach nie powinny zapewnić jego uwolnienia. Wykupił się z więzienia. Nie powinno tak być.
- I co możemy z tym zrobić? - Ron westchnął.
- Nic. - odpowiedział Harry – I w tym tkwi problem.

Ich narzekanie dobiegło końca kiedy dotarli do piętna, na którym znajdował się prywatny pokój Narcyzy. W rozmowie z Magomedykiem dowiedzieli się się, że kobieta nadal jest nieprzytomna, ale jej stan się poprawiał. Według Medyka, cała rodzina Malfoyów była w szpitalu.

- Wygląda na to, że poznamy żonę Malfoya. - zauważył Ron kiedy szli w stronę pokoju Narycy – Ale będzie zabawa.

Kiedy para dotarła na miejsce, zapukali, a ktoś wewnątrz zaprosił ich do środka. Nie było tam nawet śladu synowej Narcyzy. Zamiast tego, jedyną osobą, którą znaleźli był Draco. Narcyza leżała nieruchomo na łóżku, a jej syn siedział obok przeglądając gazetę.

- To wy. - Draco podniósł wzrok i odłożył gazetę kiedy zauważył ich – Zakładam, że jesteście tu z polecenia Ministra.
- Jesteśmy tutaj, bo zajmujemy się sprawą twojej matki. - odpowiedział Harry.
- Czy tym raem macie zamiar zrobić wszystko jak należy, czy moja żona znów będzie musiała żalić się Ministrowi? - zadrwił Draco.
- A dlaczego to twoja żona się skarżyła, Malfoy? Nie umiesz sam walczyć o swoje? - odpowiedział mu Ron.
- Z radością bym to sam zrobił, ale moja żona nalegała, że to ona powinna porozmawiać z Kingsleyem. - odpowiedział Draco.
- To Minister Shackelbolt dla ciebie. - syknął Harry, któremu nie podobało się jak nieformalnie blondyn mówi o Ministrze.
- Przepraszam, nazywam go tak z przyzwyczajenia. - Draco uśmiechnął się z przekąsem – Zawsze go tak nazywałem.
- Nawet go przecież nie znasz. - powiedział Ron.
- To przyjaciel. Prawdę mówiąc bardziej mojej żony niż mój, ale znamy się dość dobrze. - odpowiedział Draco, śmiejąc się cicho na widok niedowierzania na twarzach Aurorów – Zmieniając temat, chyba nie przyszliście tu dyskutować to, jak dobrze znam Ministra.
- Nie. - powiedział Harry niemal gburowato. Nie podobało mu się, że Kingsley nigdy nie wspomniał im o żonie Malfoya, zwłaszcza, że uważał Ministra za przyjaciela – Przyszliśmy sprawdzić jak się ma twoja matka. Słyszeliśmy, że może się niedługo obudzić.
- Medyk ma nadzieję, że tak się stanie. - potwierdził blondyn – Jej stan poprawia się z godziny na godzinę.
- Ale jeszcze się nie obudziła, tak? - upewnił się Ron, nawet pomimo tego, że Medyk poinformowała ich o stanie Narcyzy już wcześniej.
- Nie. - Draco pokręcił głową – Poinformujemy Ministerstwo kiedy tak się stanie.
- Dobrze. Twoja matka jest naszą najlepszą szansą na dowiedzenie się, co się stało.
- Lepiej miejcie więcej informacji niż to, co powie wam moja matka. - ostrzegł ich Draco – Szanse na to, że ona będzie pamiętać detale są znikome. Medyk wątpi, że będzie w stanie opisać sprawcę zaraz po wybudzeniu.
- Wiemy jak to działa. - powiedział Harry – Mieliśmy kontakt z innymi ofiarami, które były nieprzytomne przez jakiś czas. Twoja matka może nie pamiętać detali od razu, ale miejmy nadzieję, że z czasem wszystko sobie przypomni. Nawet ogólny zarys tego, co się jej stało bardzo nam pomoże.

Szczerze mówiąc, Draco był zdziwiony tym jak bardzo poważnie Harry i Ron traktowali teraz tę sprawę. Nie był pewien czy rozmowa z Kingsleyem dała im kilka nowych pomysłów czy aż tak irytowała ich obecność Malfoyów, że postanowili zachowywać się profesjonalnie. Tak czy inaczej, jeśli znajdą sprawcę wypadku jego matki, nie miał zamiaru rozmyślać nad ich motywami.

- Pamiętaj by się z nami skontaktować kiedy twoja matka się obudzi. - powiedział Harry – My w tym czasie porozmawiamy ze świadkami. Może któryś z nich coś sobie przypomniał.
- Chciałbym być za bieżąco z postępem sprawy. - oznajmił Draco dwójce – Chcę być pewien, że tym razem sprawa jest prowadzona dokładnie.

Harry i Ron widocznie zawstydzili się przez wspomnienie złego początku ich dochodzenia, ale zanim mogli coś odpowiedzieć drzwi do pokoju otworzyły się. Zastanawiając się czy może wreszcie poznają Panią Malfoy, para odwróciła się. Niestety był to tylko Lucjusz.

- Co tu robicie? - zapytał chłodnym głosem, rzucając im morderczy wzrok.
- Prowadzimy dochodzenie w spraiwe pańskiej żony. - odpowiedział Harry, widocznie spięty.
- Tak mówiliście w sobotę, a ja nie widzę żadnych postępów. Wnioskuję, że skarga była jedynym sposobem byście wzięli się do roboty.
- Skarga pańskiej synowej nie ma nic wspólnego z naszą obecnością tutaj. - skłąmał Ron – Jesteśmy tutaj, bo tego wymaga nasze śledztwo. Może potrzeba wam trochę cierpliwości.
- Cierpliwość nic nam nie da. - odpowiedział Lucjusz – Potrzebowaliśmy działania i na szczęście moja nowa synowa wzięła sprawę w swoje ręce. Nie to, że winię ją za zamartwianie się, kiedy się dowiedziała, że to wy prowadzicie naszą sprawę. Zwłaszcza biorąc pod uwagę jej doświadczenia z wami w przeszłości.
- Co to niby ma znaczyć? - zapytałz oburzeniem Ron – My nigdy nie poznaliśmy pańskiej synowej.

Słysząc to, Lucjusz odwrócił się do Draco i uniósł brew, zdziwiony. Na to Draco tylko uśmiechnął się wrednie. Podczas jego wczorajszej rozmowy z Hermioną, wspomniała, że utrzymuje kontakt z Kingsleyem i Georgem. Lucjusz założył, że oznacza to, iż reszta rodziny wie o jej małżeństwie z Draco, nawet jeśli ona sama im o tym nie powiedziała. Widzocznie tak nie było i dwójka jej byłych najlepszych przyjaciół tak naprawdę nie wiedziała kto złożył na nich skargę. Odwzajemniając uśmiech Draco, Lucjusz podszedł do łóżka Narcyzy. Postanowił nie wspominać o Hermionie, bo prędzej czy później, Harry i Ron na nią wpadną i nie chciałby przepuścić okazji by zobaczyć ich twarze kiedy zdadzą sobie sprawdę z tego, kogo poślubiła ich była przyjaciółka.

- Jak już mówiłem, poinformujemy was kiedy matka się obudzi. - powiedział Draco, odwracając się w stronę dwóch zmieszanych Aurorów – A ponieważ ona nadal jest nieprzytomna, nie ma powodu byście tu byli. Jestem pewnien, że macie dużo do roboty w zwiążku z tą sprawą.

Pomimo tego, że Ron nadal mruczał pod nosem próbując zrozumieć co Lucjusz miał na myśli, razem z Harrym wyszli z pokoju i skierowali się w stronę wind. Żaden z nich nie zauważył Hermiony, która minęła ich na parterze. Jeśli tylko zostaliiby z Narcyzą trochę dłużej, poznaliby tożsamość czarownicy, która sprawiła im tyle kłopotu.

***

Hermiona nie miała pojęcia jak blisko była od spotkania swoich byłych przyjaciół dopóki nie dotarła do pokoju Narcyzy. Razem z Lucjuszem poszła do kawiarni na szybki kubek kawy i przekąskę, ale zatrzymała się w toaletach. To krótkie opóźnienie uchroniło ją od wpadnięcia na Harry'ego i Rona.

- Właśnie się z nimi minęłaś. - Draco powiedział swojej żonie, keidy opowiadał jej o odwiedzinach Aurorów – Prawdę mówiąc, dziwię się, że nie spotkałaś ich na korytarzu.

Hermiona tylko wzruszyła ramionami, nawet trochę nie przejmując się tym.

- Nie chcesz ani trochę się z nimi zobaczyć? - Lucjusz zapytał swoją synową. Oczywiste było, że to, co zrobili po wojnie niesamowicie ją skrzywdziło, ale również oczywiste było, że rzadko myślała o tym okresie swojego życia i Lucjusz był ciekaw, co naprawdę myślała o parze Aurorów.
- Dlaczego miałabym chcieć? - zapytała – Nasza przyjaźń już dawno nie istnieje.
- Nie rozważałaś wybaczenia im i dania im drugiej szansy? - zapytał Lucjusz.
- Jeśli byłbyś na moim miejscu, zrobiłbyś to?
- Nie, ale ja nie wybaczam ludziom tak łatwo jak ty. - przyznał – Ty jesteś w stanie dać ludziom drugą szansę, nawet jeśli czasem na nią nie zasługują. Jestem pewien, że Draco na to zasłużył, ale nie jestem pewien czy ja też. Nie zrobiłem nic, by na to zapracować.
- To kompletnie inna sytuacja. - odpowiedziała kobieta – Poza kilkoma przezwiskami, Draco nigdy mnie nie skrzywdził, dlatego dałam mu drugą szansę. Tobie dałam ją, bo jesteś ojcem człowieka, którego kocham. Jeśli chodzi o Harry'ego i Rona, to co zrobili, zrobili jako moi najlepsi przyjaciele. Nie mogę wybaczyć im tego, że mnie zawiedli w momencie, w którym powinni o mnie się troszczyć. Nie byłam dla nich kimś obcym lub kimś, kto tylko chodził z nimi do szkoły. Byłam ich najlepszą przyjaciółką. Nie mogę wybaczyć im tego, że opuścili mnie w momencie, kiedy najbardziej ich potrzebowałam.
- Rozumiem. - Lucjusz kiwnął głową.
- Jestem pewien, że możemy znaleć lepszy temat do rozmowy niż Potter i Weasley. - wtrącił Draco wiedząc, że Hermiona nie lubi rozmawiać o swojej przeszłości. Nie to, że ją winił biorąc pod uwagę przez co przeszła.
- Masz rację. - powiedział Lucjusz – Możemy porozmawiać o przyszłości, która, miejmy nadzieję, będzie dla nas dobra. Przynajmniej kiedy opuścimy Anglię i przeniesiemy się do Francji.
- Masz zamiar zostawić Dwór? - zapytał Draco ze zdziwieniem. Zawsze zakładał, że rodzicie będą mieszkać w ich Dworze na stałe, a posiadłość we Francji, której używała Narcyza będzie służyła im jako dom letniskowy.
- Nie ma wiele sensu w zostawaniu tutaj bez waszej dwójki. - powiedział Lucjusz – Nasz Dwór zawsze będzie naszym domem, ale twoja matka i ja wolelibyśmmy być bliżej was. Już zadecydowaliśmy, że kiedy tylko będę mógł opuścić kraj, przeprowadzimy się do Francji. Chyba, że planujecie wkrótce powrót do Wielkiej Brytanii.
- Nie sądzę. - odpowedział Draco, kręcąc głową – Jeśli już, te kilka ostatnich dni dowiodły dlaczego nie powinniśmy tego robić. Nie tylko jest to potencjalnie niebezpiecznie, ale Aurorowie nie spieszą się jakoś, by dowiedzieć się co się stało. Czujemy się bezpieczniej we Francji.
- Może kiedy Narcyza poczuje się lepiej, porozmawiam z Kingsleyem. Może udało by nam się zmienić twój stały adres na posiadłość we Francji. - zasugerowała Hermiona – Jeśli tamtejsze Ministerstwo się zgodzi, nie widzę problemu. Warunki twojego uwolnienia byłyby takie same, ale mógłbyś być z rodziną.
- Zrobiłabyś to dla mnie? - zapytał Lucjusz, szczerze zdziwiony, że Hermiona włożyłaby tylke wysiłku by ułatwić mu życie.
- Tak. - kobieta uśmiechnęła się do teścia – Jesteśmy rodziną, a ja zrobię wszystko dla rodziny.

Lucjusz uśmiechnął się do Hermiony. Był pod wrażeniem jej ideałów. Rodzina zawsze była jedną z najważniejszych rzeczy w jego życiu. Pomimo złych decyzji, zawsze myślał o Narcyzie i Draco kiedy jej podejmował, więc był szczęśliwy, że jego syn znalazł sobie żonę, która myślała podobnie. Dla Malfoy'ów, rodzina jest najważniejsza.






niedziela, 19 lipca 2015

Sprawy rodzinne. Rozdział 5






Idąc korytarzami Ministerstwa, Hermiona nie mogła przestać myśleć o ostatnim razie, kiedy tu była. Nie wiedziała czy to wczorajsza rozmowa z Lucjuszem czy nagła wizyta w instytucji pierwszy raz od czasu rozprawy, ale coś z wielką siłą przywołało jej wspomnienia. Tak czy inaczej, wspomnienia zaczynały ją pochłaniać więc chciała jak najszybciej porozmawiać z Kingsleyem i wyjść z Ministerstwa.

Kiedy dotarła do biura Ministra, porozmiawiała krótko z jego asystentką. Pomimo tego, że nie była umówiona, Hermiona zarządała spotkania z mężczyzną. Jej determinacja przekonała kobietę która, po skonsultowaniu się z Ministrem, zaprosiła Hermionę do jego biura.

- Hermiona, jak dobrze cię widzieć. - powiedział z uśmiechem Kingsley i mocno przytulił kobietę. Po procesie Hermiony, para utrzymywała kontakt i mężczyzna był jedną z niewielu osób z jej dawnego życia, która wiedziała, co się u niej działo – Nie było mnie tu w weekend i dopiero teraz usłyszałem o Narcyzie. Jak ona się czuje?
- Nadal jest nieprzytomna, ale większość opuchlizny już zniknęła. - odpowiedziała Hermiona – Medyk ma nadzieję, że wybudzi się dzisiaj lub jutro.
- To dobrze. - uśmiechnął się – Miałem zamiar rzucić okiem na dochodzenie przez wybraniem się do szpitala.
- Prawdę mówiąc, to dlatego tutaj jestem. - kobieta usunęła się na fotel przed biurkiem – Nie jestem zadowolona z dochodzenia.
- Coś nie tak?
- Sądzę, że Harry i Ron nie traktują ataku Narcyzy poważnie. - odpowiedziała – Już stwierdzili, że to zemsta za uwolnienie Lucjusza, na co nie mają żadnego dowodu. Co więcej, powiedzieli, oczywiście nie w prost, że jeśli Narcyza sama nie zidentyfikuje sprawcy, oni nie będą go szukać.

Kingsley pokręcił głową, niezadowolony z tego jak Harry i Ron prowadzili tę sprawę. Oboje byli dobrymi Aurorami, ale byli zbyt uprzedzeni względem niektórych ludzi. Gdyby Kingsley miał na to wpływ, nigdy nie powierzył by im sprawy Malfoy'ów. Zlecił im zajęcie się uwolnieniem Lucjusza, bo myślał, że pomoże im to zaakceptować fakt, że niektórzy ludzie się zmienili i mają prawo powrócić do społeczeństwa. Najwidoczniej nie zrozumieli przekazu.

- Zanim kontynuujemy, muszę się upewnić, że to nie jest nic osobistego. - powiedział Kingsley. Nie sądził, że Hermiona skarżyłaby się tylko z powodu jej przeszłości, ale musiał być pewien.
- Nie chodzi mi o to, że to Harry i Ron zajmują się sprawą. - wyjaśniła – Ale o to, że wyciągają wnioski bez żadnych dowodów. Jeśli Narcyza naprawdę została zaatakowana z powodu uwolnienia Lucjusza, chcemy na to dowodów. Bez nich, skąd mamy wiedzieć, czy to prawda?
- Rozumiem, że chcesz dokładnego dochodzenia i zapewniam cię, że ja też tego chcę. Masz moje słowo, że tak się stanie. Nie pozostawimy twojej rodziny bez odpowiedzi.
- Dziękuję, Kingsley. - Hermiona uśmiechnęła się do Ministra Magii – Jeśli możemy jakoś pomóc, daj nam znać. Lucjusz napomknął, że jeśli mie ma żadnych świadków, możemy zaoferować nagrodę dla osób, które się zgłoszą i będą pomocne.
- To nie będzie potrzebne. - powiedział Kingsley – Nasi detektywi powinni być w stanie przesłuchać świadków bez potrzeby odnposzenia się do łapówek. I prawdę mówiąc, rodzina poszkodowanej nie powinna płacić by otrzymać wyjaśnienie, to powinno być darmowe.
- Miło, że tak myślisz, Kingsley, ale oboje wiemy, że z moją rodziną nie jest tak łatwo. - westchnęła – Jeśli to pomoże, oferujemy pieniądze. My tylko chcemy wiedzieć co stało się Narcyzie. Chcemy sprawiedliwości.
- Obiecuję, że tak się stanie.
- Naprawdę to doceniam. Dziękuję, że mnie wysłuchałeś i wziąłeś moje zdanie pod uwagę.
- Nigdy nie zignorowałbym kogoś, kto potrzebuje mojej pomocy.
- Wiem o tym. Jesteś dobrym człowiekiem, Kingsley.
- Dziękuję. - odpowiedział Kingsley z uśmiechem – I wiesz, że zawsze możesz do mnie przyjść, prawda? Zawsze możesz na mnie liczyć.
- Wiem i doceniam, że to mówisz. - powiedziała Hermiona, myśląc o każdej sytuacji, w której Kingsley jej pomógł. Nie tylko podczas procesu. Przecież pilnował jej rodziców i na bieżąco informował ją jak im się wiedzie.
- Obiecuję, że rusze tę sprawę. Więc nie bądź zdziwiona kiedy zostaniecie ponownie odwiedzeni przez Herry'ego I Rona. - powiedział mężczyzna kiedy Hemriona wstała by wyjść – I tym razem, obiecuję, że zachowają dla siebie swoje uprzedzenia.

Hermiona chciała wierzyć, że Herry I Ron potraktują tą sprawę jak każdą inną, ale postanowiła poczekać I zoabaczyć. Jeśli nadal nie będzie zadowolona, porozmawia z Ministrem, ale miała nadzieję, że nie będzie musiała.



Amelia Bones była zajęta swoją pracą kiedy została wezwana do biura Ministra w poniedziałkowe południe. Kiedy tylko na niego spojrzała wiedziała, że nie był z czegoś zadowolony.

- Sprawdziłaś dzisiaj postęp w sprawie Narcyzy Malfoy? - zapytał Kingsley.
- Nie. - odpowiedziała Amelia, niepewna do czego zmierza to pytanie – Incydent zdażył się sobotnim rankiem. Zakładam, że Harry i Ron nadal są zajęci dochodzeniem.
- Przed chwilą wyszła stąd synowa Narcyzy. Skarżyła się na sposób, w jaki zajmujemy się sprawą. Najwyraźniej Harry i Ron wyciągnęli wnioski na temat tego co się stało bez próby znalezienia dowodów. - powiedział Kingsley.
- Nie zrobiliby tego. - zaprotestowała kobieta – To dobrzy detektywi, Kingsley.
- To prawda. Ale nie możesz zaprzeczyć, że mają swoje uprzedzenia. Zwłaszcza do Malfoy'ów. Nawet nie wiem co ty sobie myślałaś przydzielając im tą sprawę.
- Wiesz jak to jest w weekend, prawie nie ma tu pracowników. Byli jedynymi Aurorami w departamencie. Nie miałam zamiaru szukać kogoś innego skoro oni tam byli. - odpowiedziała Amelia, broniąc się – Poza tym, jeśli nie są w stanie być profesjonalni, to nie moja wina. Może powinniśmy sprawdzić ich postęp i zadecydować czy powinni kontynuować dochodzenie skoro nie są w stanie się zachować.
- Może później o tym pomyślimy. - powiedział Kingsley – Teraz sugeruję żebyśmy sprawdzili jak im idzie dochodzenie. Za pięć minut mam spotkanie, ale będę wolny za godzinę. Porozmawiamy z nimi w twoim biurze.

Amelia kiwnęła głową i opuściła biuro Ministra. Popędziła do swojego biura, gdzie zaszyła się za biurkiem i wyciągnęła akta sprawy. Jako szef Departamentu miała dostęp do wszystkich dokumentów w każdym momencie.

Pół godziny później Amelia wiedziała już dlaczego synowa Narcyzy miała obiekcje. Te kilka zeznań świadków były krótkie i bezużyteczne, co tak naprawdę było charakterystyczne dla początków dochodzenia. Jednak te były spisane przez oficerów Depertamantu Przestrzegania Prawa i nie wyglądało to jakby Harry i Ron rozmawiali ze świadkami po raz drugi. Amelia wiedziała z doświadczenia, że bezpośrednio po zdarzeniach ludziom trudno było dokładnie wszystko powtórzyć. Dlatego właśnie drugie i trzecie przesłuchania były potrzebne i to właśnie wtedy dowiadywano się czegoś ważnego. Pomimo tego, że Harry i Ron jeszcze nie przesłuchali świadków, Amelia była w stanie im to darować, bo może to właśnie był ich plan na dzisiaj.

Jednak trudno było im odpuścić fakt, że wszystko wskazywało na to, że nic nie zrobili od czasu sobotniej wizyty w szpitalu. Umieścili notatkę, że Narcyza jest nieprzytomna, ale nie było żadnego znaku, że na bieżąco sprawdzali jej stan, czekając aż się obudzi. Nie było również żadnego dowodu na to, że odwiedzili miejsce zbrodni po raz drugi. Na samym końcu, na dole strony jednego z raportów widniała mała notka mówiąca, że Narcyza została zaatakowana z powodu uwolnienia jej męża z Azkabanu. Na szczęście Harry i Ron jeszcze nie zamknęli sprawy. W innym razie Amelia ukarałaby ich za złe prowadzenie dochodzenia.

Kiedy Kingsley dotarł do jej biura, Amelia pokazała mu akta sprawy, po czym przywołała Harry'ego i Rona. W momencie kiedy Aurorowie dostrzegli Ministra u boku Szef Departamentu, stali się niespokojni. Było jasne, że Amelia i Kingsley są z czegoś niezadowoleni i jest to ich wina.

- Prosimy o aktualizację w sprawie Malfoy'ów. - powiedziała Amelia kiedy Harry i Ron zajęli miejsca przy biurku.
- Nie ma zbyt wiele do powiedzenia. - Harry wzruszył ramionami – Żaden ze świadków nic nie widział, a Narcyza Malfoy jest nadal nieprzytomna.
- Przesłuchaliście ponownie świadków? - zapytał Kingsley – Wróciliście na miejsce zbrodni w razie jakbyście przeoczyli coś za pierwszym razem?

Harry i Ron rzucili sobie zmartwione spojrzenia, po czym Harry przyznał, że tego nie zrobili. W tym samym czasie Ron rzucił, że mieli zamiar zrobić obie te rzeczy dzisiaj. Jednak ani Kingsley, ani Amelia im nie uwierzyli. Było jasne, że nie planowali ani jednej z tych rzeczy.

- Sprawdziliście podobne napaści? - zapytała Amelia – Może Narcyza nie była jedynym takim przypadkiem.
- Ostatnio nie było żadnych podobnych zgłoszeń. - odpowiedział Harry.
- Dajcie spokój, przecież to oczywiste dlaczego została zaatakowana. - rzucil Ron – Gazety były pełne historii na temat uwolnienia Lucjusza. Ktoś zobaczył ją na Pokątnej i ją popchnął. To tylko przypadek, że upadła i uderzyła się w głowę.
- Czy masz dowody potwierdzające tą teorię? - zapytał Kingsley.
- Nie. - przyznał cicho Ron.
- Nie płacimy wam za wymyślanie teorii i olewanie dochodzenia. - powiedział ostro Kingsley – Dziś rano odwiedziła mnie w biurze synowa Narcyzy. Była zirytowana i niezadowolona z tego, jak prowadzona jest sprawa.
- Jaka synowa? - zapytał Harry – My nie rozmawialiśmy z żadną synową. Rozmawialiśmy z Lucjuszem.
- Wiem z kim rozmawialiście, ale ona powtórzyła mi to, co jej powiedział Lucjusz. - odpowiedział Kingsley – Według niego, już podjęliście decyzję na temat tego co się stało i nie jesteście zainteresowani odnalezieniem prawdy. I muszę przyzanć, że z tego co widziałem i słyszałem uważam, że on ma rację.
- Macie zająć się tą sprawą. I zamiast pracować nad teoriami, popracujcie nad dowodami. - powiedziała parze Amelia – Zapomnijcie kim jest ofiara i traktujcie ją tak, jakby to był członek waszej rodziny leżący w szpitalu. Jesteście dobrymi Aurorami, przyszedł czas by to udowodnić.
- Sugeruję byście zaczęli od ponownych odwiedzin w szpitalu. - powiedział Kingsley – Medyk ma nadzieję, że Narcyza niedługo się obudzi. Upewnijcie się, że rodzina wie, że traktujecie tę sprawę poważnie. Nie chcę wysłuchiwać więcej skarżeń na to, jak prowadzicie dochodzenie.
- Tak jest. - wymruczał pod nosek Harry kiedy razem z Ronem opuszczali biuro Amelii.
- Miej na nich oko, Amelio. - powiedział Minister – Synowa Narcyzy jest jednym z bliższych przyjaciół i nie chcę musieć powiedzieć jej, że nie jesteśmy w stanie dowiedzieć się, co stało się jej teściowej.

Ameli kiwnęła tylko głową, po czym Minister opuścił jej biuro. Przeklęła samą siebie, że nie powinna była dawać tego dochodzenia Harry'emy i Ronowi. Powinna była pamiętać o ich braku tolerancji do Malfoyów. Jednak to się stało to się nie odstanie. Jedyne co teraz mogła zrobić to mieć nadzieję, że para dowiedzie, że są jednymi z najlepszych Aurorów.

wtorek, 5 maja 2015

Sprawy rodzinne. Rozdział 4





Siedem i pół roku wcześniej
Po zakończeniu wojny, życie Hermiony było zbyt pogmatwane by mogła nawet myśleć o wyjeździe do Australii i poszukiwaniach rodziców. Zamiast tego, jej myśli skupiały się na ludziach, którzy stracili życie podczas wojny, zwłaszcza na tych, którzy byli jej bliscy, jak Fred, Lupin i Tonks. Oprócz tego, przez kilka miesięcy pomagała reperować Hogwart.

Kiedy zamek był już odbudowany i McGonagall oświadczyła, że będzie otwarty na kolejny rok szkolny, Hermiona musiała zadecydować czy wróci do nauki. Całemu jej rocznikowi, Ministerstwo zaproponowało oszacowanie ich finalnych ocen na podstawie poprzednich lat, lub powrócenie do szkoły. Po roku poza Hogwartem, Hermiona doszła do wniosku, że powrót do zamku będzie dla niej zbyt ograniczający i dla tego przyjęła od Ministerstwa oszacowane oceny. Wiedziała również, że jeśli chce dokładnych wyników, może zaaplikować o egzaminy bez potrzeby spędzenia całego roku w szkole.

Harry i Ron również zdecydowali się na wyniki od Ministerstwa i od razu dołączyli do treningu na Aurorów. Ponieważ niechciała spędzić reszty swojego życia ścigając złych czarodziei, Hermiona postanowiła dołączyć do Departamentu Międzynarodowej Współpracy. Biegle mówiła po francusku i była pewna, że z jej zdolnościami, szybko uda jej się nauczyć innych języków, nawet tych mniej znanych, używanych tylko przez czarodziei. Kingsley z radością chciał dać jej wybraną pracę. A kiedy wspomniała o załatwieniu wcześniej jakiejś osobistej sprawy, obiecał jej, że ta praca będzie na nią czekała, ile będzie trzeba.

Mając swoją przyszłość poukładaną, Hermiona zdecydowała, że czas wyruszyć do Austaralii i spotkać się ze swoimi rodzicami. Jedyne co jej pozostało do zrobienia to poinformowanie Weasley'ów, że wyjeżdża na jakiś czas. Mieszkała z nimi od zakończenia wojny i pomimo tego, że wszyscy wiedzieli, że jej rodzice są w Australi, tylko Harry i Ron wiedziedzieli, że usunęła ich wspomnienia. Mając wszystko poukładane, Hermiona postanowiła podzielić się tymi wiadomościami przy niedzielnym obiedzie w Norze.

- Jak długo cię nie będzie? - zapytał Ron, nieszczęśliwy na myśl o tym, że straci Hermionę. Ich krótki pocałunek podczas Bitwy do niczego poważniejszego nie doprowadził, ale chłopak nadal miał nadzieję, że coś się między nimi narodzi.
- To zależy od tego, ile czasu zajmie mi zrobienie tego, co muszę zrobić. - odpowiedziała Hermiona.
- Czy to naprawdę konieczne byś musiała jechać aż do Australii? - zapytała Molly – Nie możesz po prostu wysłać swoim rodzicom sowy, by dać im znać, że już jest bezpiecznie i mogą wrócić?
- To niemożliwe. - westchnęła Hermiona – Oni nie wyjechali sami, ja ich tam wysłałam. Nie chciałam by Śmierciożercy ich znaleźli więc wymazałam ich wspomnienia i wysłałam za granicę z nowymi tożsamościami.
- Co zrobiłaś? - Percy zapytał chłodnym głosem, a Molly spojżała na nią zszokowanym wzrokiem.
- Chciałam ich chronić. - powiedziała Hermiona.
- Nie miałaś prawa. - rzucił Percy – To mugole, Hermiono. A ty użyłaś na nich potencjalnie niebezpiecznego zaklęcia. Równie dobrze mogą być teraz zamknięci w jakimś mugolskim szpitalu z papką zamiast mózgu. Nie możesz sobie spacerować po mieście i rzucać zaklęć na mugoli, to niebezpieczne i nierozważne.
- Uspokój się, Percy. - powiedział Ron do swojego brata – Hermiona robiła to, co uważała za słuszne.
- A ty to akceptujesz, tak? - zapytał wyczekująco Percy, rzucając bratu zawistne spojrzenie - Akceptujesz to, że wymazała pamięć niewinnym mugolom? Zrobiłbyś to samo mamie Iitacie?
- Oczywiście, że nie. - odpowiedział Ron bez zastanowienia. W tej samiej sekundzie kiedy słowa opuściły jego usta, zauważył jak Hermiona się od niego odsuwa, i zdał sobie sprawę z błędu jaki właśnie popełnił – Hermiona, nie mam na myśli tego, że zrobiłaś coś złego. Mówię tylko, że to nie jest coś, na co ja bym się zdecydował.
- To nie jest coś, co zrobiłaby normalna osoba. - dodała Molly, potrząc na Hermionę z obrzydzeniem – Dlaczego po prostu do nas nie przyszłaś? Pomoglibyśmy ci. Ochronilibyśmy twoją rodzinę tak, jak ochroniliśmy rodzinę Harry'ego.
- Moi rodzice nigdy nie zdecydowaliby się na ukrywanie. - odpowiedziała Hermiona – Nie beze mnie. Tylko w taki sposób mogłam ich ochronić i równocześnie pomóc Harry'emu.
- Nie waż się obwiniać Harry'ego. - warknął Percy – On nie jest odpowiedzialny za twoje zachowanie. Ty podjęłaś tą decyzję, i teraz to ty będziesz musiała żyć z jej konsekwencjami.
- Co masz przez to na myśli? - zapytał George kiedy Percy odsunął swoje krzesło i wstał.
- Zobaczysz. - odpowiedział tajemniczo i wyszedł z kuchni, a chwilę potem wszyscy usłyszeli odgłos sieci Floo, co oznaczało, że opóścił dom.

Wszystko wyjaśniło się pół godziny później kiedy Percy wrócił do Nory z odwoma oficerami z Departamentu Przestrzegania Prawa. Hermiona nadal próbowałą przekonać Molly, że to co zrobiła uważała za słuszne, kiedy Percy wprowadził oficerów do pomieszczenia i wskazał Hermionę.
- Hermiono Granger, jesteś aresztowana za używanie niebezpiecznych zaklęć na mugolach. - powiedział jeden z nich – Pójdziesz z znami do Ministerstwa.
- Nie możecie tego zrobić. - zaprotestowała kiedy jeden z oficerów szarpnął ją by wstała, podczas gdy drugi przywołał do siebie jej różdżkę.
- Nikt jej nie pomoże? - zapytał George patrząc jak bezsilna Hermiona jest prowadzona na zewnątrz przez dwóch mężczyzn. Cała rodzina po prostu siedziała i pratrzyła z otwartymi ustami, i nawet Harry i Ron nie protestowali kiedy ich najlepsza przyjaciółka była aresztowana.
- Nic nie możemy zrobić, George. - powiedziała Molly – To jest problem Hermiony i to ona musi sobie z nim poradzić.
- Nie martw się, Hermiono. Ja ci pomogę. - zawołał za brunetką Geroge.

Obietnica Georga grała w uszach Hermiony kiedy dotarła do Ministerstwa i maszerowała w stronę Departamentu Przestrzegania Prawa. Ponieważ była to niedziela, prawie nikogo nie było w budynku i nikt nie widział Hermiony ciągniętej na przesłuchanie. Nie to, że Hermionę obchodziło to czy ją ktoś widział. Ona nadal nie mogła uwierzyć, że ją aresztowano. Nie wspominając tego, że jej najlepsi przyjaciele nic nie zrobili kiedy to się działo. Czuła się wystarczająco źle, że żaden z nich nie próbował jej bronić kiedy rodzina Rona z nią rozmawiała.

Po tym jak umieszczono ją w jednym z pokojów do przesłuchań, Hermiona przez godzinę wysłuchiwała oficerów oskarżających jej o nie wiadomo co. Zamiast zadawać jej sensowne pytania, oni raczej rzucali tylko oskarżeniami. Nalegali, że Hermiona wymazała pamięć swoim rodzicom by ci już więcej jej nie ciążyli. Bez rodziców, mogła śmiało pomóc Harry'emu i dzięki temu stać się bohaterką magicznej społeczności.

- Zrobiłam to by ich chronić. - płakała Hermiona – Nie chciałam, by Śmierciożercy ich zaatakowali.
- Jeśli tego właśnie chciałaś, istniały inne sposoby by to zrobić. - rzucił jeden z oficerów – Użyłaś niebezpiecznej magii na mugolach, a to najważniejsze. Jesteś zagrożeniem dla świata czarodziei i trzeba cię zatrzymać.

Zanim Hermiona miała szansę dowiedzieć się, co miał na myśli, została podciągnięta do pozycji stojącej i poprowadzona do Demartamentu Tajemnic. Tam, zamknięto ją w celi i zostawiono. Tego ranka obudziła się szczęśliwa, że będzie mogła znów zobaczyć rodziców, a teraz była w areszcie i bała się myśleć co się z nią stanie.

Hermionie wydawało się, że siedzi w celi przez godziny zanim drzwi otworzyły się i Kingsley weszedł do środka. Kiedy sprawdził czy wszystko z nią w porządku wytłumaczył, że Geroge spędził całe popołudnie szukając go. Pomimo tego, że wojna się skończyła, nadal było dużo do zrobienia i Kingsley zawsze był zajęty upewnianiem się, że wszystko idzie zgodnie z planem.

- Czy dasz radę mnie stąd wyciągnąć? - Hermiona zapytała Ministra, kiedy już przedyskutowali powód, dla którego się tam znalazła.
- Chciałbym. Wierz mi. - westchnął Kingsley – Ale niestety oficerowie już postawili ci zarzuty i umówili rozprawę na jutro. Nawet jako Minister Magii nie mogę tego obejść. Jedyne co mogę zrobić to upewnić się, że to wszystko pozostanie tajemnicą, i obiecać, że będę w sądzie by cię wspierać. Nie pozwolę im przełamać twojej różdżki, Hermiono.
- Istnieje taka możliwość? - zapytała.
- Tak. Ale się to nie stanie. Wiem, że próbowałaś chronić swoich rodziców i zrobię wszystko w mojej mocy by upewnić się, że nie zostaniesz ukarana.
- Dziękuję. - Hermiona uśmiechnęła się słabo do mężczyzny – I podziękuj ode mnie George'owi. On jako jedyny się za mną wstawił. Nawet Harry i Ron nic nie zrobili kiedy mnie aresztowano.
- Jestem pewien, że byli w szoku. Będę się z nimi widział później by podpisali umowę o poufności. Porozmawiam z nimi i upewnię się, że będą jutro w sądzie by cię wspierać.

Kingsley miał rację mówiąc, że jej przyjaciele będą w sądzie. Jednak nie wyglądali ani trochę na wspierających. Para siedziała z rodziną Rona i kiedy Hermiona weszła do pomieszczenia i próbowała nawiązać kontakt wzrokowy, odwracali głowy. Jedynym członkiem rodziny Weasley'ów, który na nią spojrzał by George. Uśmiechnął się do niej i uniósł kciuki do góry kiedy siadała przed kilkoma członkami Wizengamontu.

- Hermiono Granger, zostałaś oskarżona o używanie niebezpiecznych zaklęć na mugolach. - zaczęła Amelia Bones. Ponieważ Kingsley otwardzie popierał Hermionę, pozwolił Ameli poprowadzić rozprawę – Jaka jest twoja odpowiedź?
- Jestem niewinna. - odpowiedziała Hermiona. Kingsley odwiedził ją tego ranka ze świeżymi ubraniami i poradził by tak powiedziała. Gdyby zrobiła inaczej, byłaby od razu ukarana bez żadnej szansy na wyjaśnienia.
- W takim razie zostanie ustalona data twojej rozprawy. - powiedziała Amelia – Do tego czasu pozostaniesz w areszcie lub zostaniesz umieszczona w areszcie domowym. Czy masz gdzie zostać?
- Do tej pory mieszkałam z przyjaciółmi w Norze. - odpowiedziała Hermiona. Kingsley przyznał, że nie ma pojęcia czy Molly pozwoli jej wrócić do Nory. Ale również zapewnił ją, że jeśli Weasley'owie jej nie pomogą, on znajdzie dla niej jakieś inne mieszkanie.
- Molly Weasley, to twoja posesja, zgadza się? - Amelia zapytała starszej kobiety, która potwierdziła, że to jej rodzina mieszka w Norze – Czy zgadzasz się, by panna Granger mieszkała z wami do czasu jej głównej rozprawy?
- Nie. Nie zgadzam się. - powiedziała stanowczo Molly do Amelii. Potem odwróciła się w stronę Hermiony i ta nie mogła zdecydować czy Molly nienawidzi jej, czy jej współczuje – Przepraszam Hermiono, ale nie popieramy tego, co zrobiłaś. Jesteś zdana na siebie.

Hermiona prawie nie słuchała kiedy Amelia ogłaszała, że ta pozostanie w areszcie dopóki nie znajdą dla niej jakiegoś mieszkania. Cała jej uwaga poświęcona była Weasley'om i Harry'emu, którzy odwrócili się i wyszli z sali nie rzucając jej nawet jednego spojrzenia. Wyglądało na to, że nie miała nikogo oprócz Kingsley'a i Georga, który nie wyszedł zresztą rodziny.

Po jej przesłuchaniu, Hermiona została odprowadzona do jej celi. Na szczęście nie została tam na długo. Kiedy Kingsley do niej przyszedł, powiedział, że Geroge zaoferował by użyli jego mieszkania nad sklepem. Kiedy zaklęcia ochronne zostały na nie nałożone, Kingsley odeskortował ją na miejsce i pozostała tam do głownej rozprawy.

Główna rozprawa odbyła się trzy miesiące później. Jedynymi ludźmi, których widywała w tym czasie byli Kingsley i George. Kingsley pomógł jej przygotować się do rozprawy, a George zgodził się zeznawać jako świadek. Minister poprosił również Harry'ego i Rona by zeznawali, ale ci odmówili mówiąc, że chcą pozostać neutalni. Następnie Kingsley skontaktował się z Profesor McGonagall i Nevillem Longbottomem, i na szczęście ta dwójka zgodziła się przemawiać na kożyść Hermiony. Oboje musieli podpisać umowę o poufności gdyż całą sytuacja nadal była ukrywana przez publiką.

- A co jeśli zadecudują, że jestem winna? - Hermiona zapytała Kingsleya w dniu rozprawy.
- Jedna z wielu rzeczy. Najprawdopodobniej przełamią twoją różdżkę i zostaniesz wygnana ze świata czarodziei. - odpowiedział – Ale się to nie stanie. Obiecuję, że nie pozwolę byś została ukarana za próbę ochrony swojej rodziny.
- Jeśli zostanę skazana, nie uda się tego utrzymać w tajemnicy, prawda? - zapytała – Wszyscy będą wiedzieli co się stało.
- Obawiam się, że tak. - powiedział Kingsley – Tego nie uda mi się ukryć.

Odpowiedź Ministra tylko potwierdziła jej teorię o przyjaciołach. Harry i Ron od początku wiedzieli o jej rodzicach i ani razu nie wspomnieli, że nie zgadzają się z jej postępowaniem. Zgadywała, że pozostaną neutalni aż do ogłoszenia wyroku. Jeśli zostanie skazana, nie chcieli by ktokolwiek wiedział, że ją wspierali. Mogłoby to mieć zły wpływ na ich wizerunek bohaterów wojny. Jednak nie była pewna jak się zachowają jeśli zostanie uznana za niewinną. Bez względu na werdykt wiedziała, że jej relacja z Molly uż nigdy nie będzie taka sama, i nawet jeśli nadal pozostanie w przyjaźni z Harrym i Ronem, od kobiety będzie trzymała się zdala.

Kilka następnych tygodni były najtrudniejszymi w życiu Hermiony, gdyż jej przyszłość była roztrząsana przez Wizengamont. Oficerowie z Departamentu Przestrzegania Prawa zeznawali przeciwko niej. Tak samo jak Percy. Z drugiej strony George, McGonagall i Neville zeznawali na jej kożyść. Podczas procesu okazało się, że rodzice Hermiony zostali odnalezieni w Australii i wyglądało na to, że nie mają żadnych skutków ubocznych przez zaklęcie.

- Tyle dobrze. - wymruczał jeden z członków Wizengamontu kiedy zdjęcia pństwa Granger były przekawywane z rąk do rąk.
- Myślę, że powinniśmy wziąć tutaj pod uwagę dobro państwa Granger. - powiedziała Amelia – Na szczęście mają się dobrze, ale nie sądzę, że mądrze byłoby znów zmieniać ich wspomnienia. Próba odwrócenia procesu może ich zniszczyć. Proponuję by Granger'owie byli pozostawieni w spokoju i więcej nie dotykani magią. Wygląda na to, ze ułożyli sobie życie w Australii. Proponuję by tak pozostało.

Hermiona patrzyła ze zgrozoą jak Wizengamont debatował o życiu jej rodziców i podjął decyzję o zostawieniu ich w spokoju. Wtedy to również uświadomiono ją, że jeśli spróbuje przywrócić ich wspomnienia, zostanie wrzucona do Azkabanu na resztę życia. Przekaz był jasny, narobła wystarczająco szkód I ma szczęście, że nie uszkodziła swoich rodziców.

Kidy decyzja o jej rodzicach została podjęcia, Hermiona musiała wysłuchiwać debaty o jej przyszłości. Kilku członków Wizengamontu chciało przełamać jej różdżkę, ale na szczęści Kingsley był na miejscu by ich przeciągnąć na ich stronę. Minister wygłosił emocjonalną przemowę o Hermiona. Mówił o tym, co zrobiła dla Magicznego Świata i jaka byłaby to tragedia jeśli utraciliby czarowniće o takim potencjale. Jego przemowa miała zamierzony efekt i po głosowaniu ogłoszono, że Hermiona jest oczyszczona ze wszystkich zarzutów.

- Panno Granger, jest pani wolna. - powiedziała Amelia Bones – Ale muszę cię ostrzec, kolejne aresztowanie za coś w tym stylu zaowocuje słamaniem różdżki i prawdopodobnie wygnaniem pod nadzorem.

Hermiona nie przejmowała się tym ostrzeżeniem. i tak nie miała zamiaru rzucać zaklęć na jakichkolwiek mugoli. Zrobiłą to, co uważała za słuszne i ochroniła swoich rodziców. Teraz byli bezpieczni i to było dla niej najwazniejsze. Oczywiście cierpiała, ponieważ nie mogła odzyskać ich wspomnień i przez to nie wiedzieli kim ona jest, ale przynajmniej byli szczęśliwi i zdrowi.

Po zakończeniu rozprawy, Hermiona stanęła twarzą w twarz z Harrym i Ronem po raz pierwszy od czasu aresztowania. Dwójka jej kiedyś najlepszych przyjaciół czekała na nią w biurze Kingsley'a razem z Georgem.

- Gratulacje. - powiedział Harry, kiedy Hermiona weszła do pomieszczenia.
- Wiedzieliśmy, że sobie poradzisz, Hermiono. - dodał Ron z szerokim uśmiechem, podchodząc by uścisnąć przyjaciółkę.

Hermiona szybko odsunęła się na bok by uniknąć Rona, a jej zimne spojrzenie powstrzymało go od podownej próby.

- Co się stało? - zapytał.
- Chyba sobie żartujesz. - powiedziała dziewczyna kpiącym głosem, niedowierzając, że jej przyjaciele mogą być tak zdziwieni jej chłodnym zachowaniem – Nie otrzymałam od was nawet grama wsparia przez ten cały czas, a w momencie kiedy zostałam oczyszczona z zarzutów, jesteście z powrotem. Gdzie do cholery byliście kiedy najbardziej was potrzebowałam? Ostatnie kilka miesięcy były dla mnie torturą, a dwójka moich najlepszych przyjaciół mnie opóściła. Porzuciliście mnie, i założę się, że jeśli zostałabym skazana, już nigdy byście ze mną nie rozmawiali.
- My po prostu nie chcieliśmy wybierać stron. - powiedział cicho Harry – Zawsze cię wspieraliśmy, ale było nam trudno z rodziną Rona, która była tak zbulwersowana twoim zachowaniem.
- Ja byłem w stanie ją wspierać. - powiedział George, patrząc z obrzydzeniem na dwójkę czarodziei – Tu nie chodziło o wybieranie stron. Chodziło o wspieranie waszej najlepszej przyjaciółki kiedy tego potrzebowała.
- Dziękuję, że przy mnie byłeś, George. - powiedziałą Hermiona do rudzielca, odwracając się plecami do dwójki przyjaciół – Nie wiem co by zrobiła bez ciebie i Kingsley'a.
- Nie zapominaj o McGonagall i Nevillu. Oni też dla ciebie zeznawali. - dodał George, specjalnie z powodu Harry'ego i Rona.
- To prawda. Podziękuję im zanim wyjadę. - powiedziała czarownica.
- Wyjedziesz? - zapytał zdziwiony Ron – Gdzie wyjeżdżasz?
- Daleko stąd. - odpowiedziała – Chcę zacząć na nowo, zdala od ludzi, którzy mnie zdradzili.

Kilka tygodni przed jej rozprawą, Hermiona i Kingsley rozmawiali o jej przyszłości. Minister ponaglał ją by zaplanowała to, co zrobi kiedy zostanie oczyszczona z zarzutów. Zadecydowała, że jeśli tak się stanie, chce wyjechać więc Kingsley zgodził się załatwić jej pracę we francuskim Ministerstwie Magii. Pomimo tego, że mężczyzna wolałby by pracowała dla niego, rozumiał dlaczego chciała zacząć na nowo. Trauma procesu była zła sama w sobie. A pogarszał ją fakt, że dwójka jej najbliższych przyjaciół ją opóściła.

Tydzień po tym, jak Hermiona została oczyszczona ze wszystkich zarzutów, zaczęła swoje nowe życie we Francji. Czekała na nią praca w Departamencie Międzynarodowej Współpracy i miała przed sobą całe życie. Miała zamiar z niego kożystać i zapomnieć o Harrym i Ronie, oraz o tym jak ci ją opuścili w potrzebie.



***

 Jak Wam się podoba nowy szablon? Wszystko dobrze działa?
Wykonała go Calliste z Bajkowe Szblony i z tego powodu jest moim nowym ulubionym człowiekiem :)

Mam nadzieję, że rozdział Wam się podoba i chociaż trochę pomógł w zrozumieniu opowieści.

Życzę powodzenia wszystkim maturzystom! A przede wszystkim mojej siostrze, która też walczy. Jeśli nie macie za kogo trzymać kciuków, trzymajcie za nią. :) :) :)

xoxo
Lexie

wtorek, 14 kwietnia 2015

Sprawy rodzinne. Rozdział 3






Jak się okazało, zobaczenie się z Kingsleyem kolejnego dnia było niemożliwe. Dopiero kiedy podjęła tą decyzję, zdała sobie sprawę, że będzie to niedziela i znalezienie go w Ministerstwie będzie mało prawdopodobne. Ponieważ nie do końca była pewna gdzie Minister mieszka i wiedziała, że Ministerstwo nie poda jej tej informacji, Hermiona zdecydowała by poczekać do poniedziałku.

Kiedy spotkanie z Kingsleyem zostało opóźnione o jeden dzień, Hermiona wykorzystała ten czas by załatwić kilka spraw. Sobotniego wieczora, Draco praktycznie zaciągnął Lucjusza do Dworu by ten trochę odpoczął. Lucjusz nie chciał zostawić Narcyzy samej i zgodził się opuścić szpital dopiero kiedy Magomedyk ustawił specjalny alarm w różdżkach jego, Draco i Hermiony. Chodziło o to, by szybko dać im znać o jakichkolwiek zmianach w stanie kobiety.

Hermiona i Draco spędzili noc w Dworze, jednak mężczyzna szybko poprowadził ją do jego części domu i nie miała okazji dokładnie cokolwiek obejrzeć. Cała trójka wstała wczesnym rankiem w sobotę i po szybkim śniadaniu, Draco i Lucjusz wrócili do Świętego Munga. W tym samym czasie, Hermiona użyła sieci Floo by dostać się do domu.

Pierwszą rzeczą, jaką zrobiła było przebranie się w świerze ubrania i spakowanie kilku toreb dla niej i Draco. Nie miała pojęcia jak długo będą w Anglii, ale było oczywiste, że lepiej im będzie z zapasem w Dworze. Bagaż zostawiła w biurze męża i wybrała się do swojego szefa. Na szczęście, kobieta była z nim w bardzo dobrych stosunkach i ten nie miał nic przeciwko jej wizycie w sobotni poranek. Kiedy Hermiona wytłumaczyła mu co się stało, szef zapewnił ją, że może wziąć tyle wolnego, ile potrzebuje. Następnie, kobieta wróciła do Dworu Malfoyów.

Po odłożeniu toreb w starej sypialni Draco, Hermiona wybrała się na zwiedzanie domu. Była trochę oporna z powodu jej przeszłych doświadczeń w tym miejscu, ale nie mogła znaleźć ani jednego pokoju wyglądającego jak ten z jej koszmarów. Prawdę mówiąc, cała posesja wyglądała całkiem inaczej niż ona to zapamiętała.

W końcu, nogi zaniosły ją do kuchni. Hermiona była zaskoczona tym, jak normalnie ona wyglądała. Spodziewała się ogromnego pomieszczenia, ponieważ Malfoyowie przez lata posiadali tuziny skrzatów domowych. Obecnie mieli tylko trzy i każdy z nich był wolnym skrzatem, i był traktowany z należnym mu szacunkiem. Hermiona była niesamowicie zaskoczona kiedy przy śniadaniu, Lucjusz podziękował jednemu z nich za posiłek.

- Czy Missy może w czymś pomóc Pani? - powiedziała skrzatka, która nagle pojawiła się za Hermioną.
- Nie, dziękuję Missy. - kobieta uśmiechnęła się. Pomimo tego, że wszystkie skrzaty wróciły do Anglii z Narcyzą, nadal ją pamiętały – Czy to jedyna kuchnia w Dworze?
- Mamy jedną ogromną w piwnicach. - odpowiedziała Missy – Pani Narcyza jednak mówi, że powinniśmy używać tej. Duża kuchnia generuje zbyt dużo pracy dla trzech skrzatów.
- Czy byłoby w porządku jeśli użyłabym kuchni?
- Pani Hermiona może robić co zechce. Pani nazywa się Malfoy.
- Ja po prostu nie chcę urazić skrzatów, ale sama uwielbiam gotować i chciałabym zrobić coś na obiad dla Draco i Lucjusza. - wytłumaczyła czarownica.
- Czy Missy może pomóc? - zapytała skrzata z ogromnym uśmiechem.
- Oczywiście. - Hermiona odwzajemniła uśmiech i zabrała się do przygotowywania składników.

Jak się okazało, z kuchni było wszystko co potrzebne do zrobienia pieczeni. Kiedy obiad był niemal gotowy, kobieta wysłała Missy do Munga by ta powiadomiła Draco i Lucjusza. Dała jej odkładne instrukcje, że ma nie wracać bez Malfoyów. Pomimo wszystkiego co się działo, mężczyźni nadal musieli jeść i o siebie dbać, i Hermiona miała zamiar tego przypilnować.

Dziesięć minut później, Draco i Lucjusz weszli do jadalni gdzie Hermiona właśnie ustawiała ostatnie z półmisków na stole. Lucjusz rzucił jej dziwne spojrzenie kiedy siadał na swoim miejscu, a Draco ją przytulił i krótko pocałował.

- Jak się ma Narcyza? - zapytała.
- Nadal jest nieprzytomna, ale medycy twierdzą, że obrzęk głowy się zmniejsza. - odpowiedział Draco.
- To dobrze. - Hermiona uśmiechnęła się do Draco, po czym odwróciła się do swojego teścia – Jestem pewna, że wolałbyś być teraz w szpitalu, ale musisz jeść. Narcyza nie chciałaby żebyście się zaniedbywali.

Lucjusz odpowiedział szybkim kiwnięciem głowy i zaczął nakładać jedzenie na swój talerz. Hermiona odebrała fakt, że mężczyzna tu był i jadł bez nażekania, jako dowód, że nie miał nic przeciwko jej metodom. Wiedziała, że jeśi naprawdę nie chciałby tu być, po prostu by wrócił do szpitala.

Obiad minął w ciszy. Pomimo tego, że ani Draco, ani Lucjusz wiele nie zjedli, oboje podziękowali Hermionie za smaczny posiłek. Po wstaniu od stołu Draco oświadczył, że musi na kilka godzin wrócić do Francji. Podczas gdy hermiona załatwiła wszystkie sprawy związane z pracą, Draco musiał myśleć o jego firmie i musiał upewnić się, że podczas jego nieobecności, wszystko będzie zarządzane bez problemów.

Hermiona i Lucjusz wrócili do szpitala. W ciszy przemierzali korytarze i dopiero kiedy Lucjusz usiadł obok swojej żony, jego ciało było w stanie się zrelaksować. Hermiona przyglądała mu się, kiedy brał rekę Narcyzy w swoje dłonie i cicho mówił jej, że już do niej wrócił. Patrząc na niego teraz, Hermiona nie mogła dostrzec w nim tego Śmierciożercy, którego kiedyś tak się bała. Jedyne co widziała, to kochający mąż martwiący się o swoją żonę.

- Chciałbyś żebym wyszła i dała wam trochę prywatności? - zapytała.

Lucjusz wyglądał jakby poważnie zastanawiał się nad odpowiedzą, po czym pokręcił głową.

- Nie. Usiądź. Porozmawiajmy. Najwyższy czas żebym poznał swoją synową.

Hermiona usiadła na krześle po przeciwnej stronie łóżka Narcyzy i czekała aż Lucjusz się odezwie. Jednak zamiast mówić, mężczyzna uważnie jej się przyglądał. Nigdy wcześniej tak naprawdę nie patrzył na Hermionę, ale teraz widział dlaczego Draco był nią zainteresowany. Nie tylko była śliczna, ale wyglądała na przyjazną i pomocną. Przez ostatnie kilka godzin dowiodła, że troszczy się o jego rodzinę, pomimo zła jakie wyrządził jej w przeszłości.

- Chyba powinienem zacząć od przeprosin. - powiedział w końcu Lucjusz.
- Nie ma takiej potrzeby. - kobieta powiedziała szybko – Nie chcę rozgrzebywać przeszłości. Sugeruję żebyśmy zaczęli od nowa i zostawili to za sobą.
- Czy to naprawdę możliwe?
- Nie widzę przeszkód. - wzruszyła ramionami – Chyba, że masz coś przeciwko mojemu pochodzeniu.
- Nie mam zamiaru sprawiać żadnych kłopotów z tego powodu. - odpowiedział Lucjusz – Przyznaję, że kiedy Draco poinformował mnie, że zostaliście parą, byłem zszokowany. Nie mam zamiaru kłamać i mówić, że nie mam kompletnie nic przeciwko, ale to akceptuję. Uszczęliwiasz mojego syna i jest to oczywiste, że go kochasz, a to dla mnie najważniejsze.
- Więc zacznijmy od nowa. - nalegała – Czasami lepiej jest zapomnieć o przeszłości.

Lucjusz spojrzał na nią z podziwem. Jej naleganie by zapomnieć o przeszłości idealnie odnosiło się do ich sytuacji, ale nie mógł pozbyć się wrażenia, że istnieje jeszcze inna część przeszłości, o której ona chciała zapomnieć.

- Tak więc, jeśli zaczynamy od początku, może opowiedziałabyś mi jak ty i Draco się ponownie spotkaliście. - zasugerował – Niesamowicie mnie interesuje, w jaki sposób wasze drogi się spotkały.
- Spotkaliśmy się na balu charytatywnym zorganizownym przez francuskie Ministerstwo. Pracuję jako tłumacz w Departamencie Współpracy Międzynarodowej, a Draco podpisał umowę z Ministerstwem na dostarczenie różnych eliksirów. Został zaproszony na przyjęcie. Kiedy zobaczył, że tam jestem i dowiedział się, że pracuję we Francji, jego ciekawość wzięła górę.
- Podszedł do ciebie, bo jest wścibski. - podsumował Lucjusz z cichym śmiechem.
- Dokładnie. - odpowiedziała – Chciał wiedzieć, dlaczego tam byłam, ale nie chciałam mu powiedzieć. Zamiast tego, rozmawialiśmy o innych rzeczach i okazało się, że mamy wiele wspólnego. Przez wyjściem, Draco zaprosił mnie na randkę. Częściowo, ponieważ podobała mu się nasza rozmowa, ale głównie ponieważ moja obecność we Francji była dla niego zagadką.
- A jak długo zajęło mu dowiedzenie się prawdy?
- Kilka miesięcy. - odpowiedziała Hermiona – Zanim podzieliłam się z nim prywatnymi informacjami, chciałam wiedzieć, że traktuje mnie poważnie. Kiedy byłam pewna, że naprawdę mnnie lubi, powiedziałam mu wszystko co chciał wiedzieć.
- Skąd miałaś pewność, że szczerze cię lubił? - zapytał Lucjusz.
- Po kilku randkach w magicznym świecie, zabrałam go do mugolskiej części miasta. - powiedziała i zaśmiała się widząc zdziwiony wyraz twarzy mężczyzny – Draco był widzocznie nerwowy, ale zachowywał się bez zarzutów. Był miły względem każdego mugola, z którym miał styczność i naprawdę staral się wtopić w rzeczywistość, do której nigdy wcześniej nie planował wstępować. Przez to wiedziałam, że nie jest chłopcem, którego kiedyś znałam i naprawdę chce spędzać ze mną czas.
- Dużo spędzacie czasu w mugolskim świecie? - zapytał Lucjusz – Chyba tak skoro twoi rodzice są mugolami. - kontynuował, odpowiadając na swoje własne pytanie – Jeśli już mowa o twoich rodzicach, co oni myślą o Draco? Wydaje mi się, że nigdy nie słyszałem by on lub Narcyza ich wspominali.
- Moi rodzice nigdy nie poznali Draco. - odpowiedziała cicho. Przez sekundę Lucjusz myślał, że czarownica zacznie płakać, ale ta pokręciła gwałtownie głową i kiedy znów przemówiła, w jej głosie nie było śladu smutku – A jeśli chodzi o czas spędzany w mugolskiej części miasta, robimy to okazjonalnie. Jednakże żyjemy w magocznym świecie i to tam jesteśmy najczęściej. Ja po prostu lubię wracać do moich korzeni.
- Przykro mi z powodu twoich rodziców. - powiedział Lucjusz, szczerze uśmiechając się do czarownicy – Nie miałem zamiaru przywoływać bolesnych wspomnień. Nie wiedziałem, że nie żyją.
- Oni nadal żyją. - odpowiedziała – Po prostu nie mają pojęcia kim jestem.
- Co masz na myśli? - zapytał skołowany. Jakim cudem rodzice Hermiony mogli nie wiedzieć kim ona jest? Przecież pamiętał ich z Ulicy Pokątnej, gdzie byli kiedyś z Arturem Weasleyem.
- To bardzo długa historia. - westchnęła Hermiona.
- Ja się nigdzie nie wybieram. - odpowiedział czarodziej – Czasami ignorowanie przeszłości nie jest najlepszym wyjściem. Czasami musimy stanąć z nią twarzą w twarz by umieć z nią żyć.

Hermiona spojrzała na niego w zamyśleniu i przez chwilę miał wrażenie, że zmieni temat. W końcu kiwnęła glową i zaczęła mówić.

- Wszystko zaczęło się po szóstym roku. Jak wiesz, zamiast zaliczać siódmy rok, pomagałam Harry'emu odnaleźć horkruksy Voldemorta. Każdego dnia, wojna stawała się coraz bardziej niebezpieczna i obawiałam się o moich rodziców. Rozmyślałam nad tym tygodniami i w końcu doszłam do wniosku, że będzie dla nich lepiej, jeśli nie będą mieli pojęcia co się dzieje. Zanim zniknęłam z Harrym I Ronem, usunęłam ich wspomnienia używając Obliviate i wysłałam ich do Australii.
- Tak mi przykro. - wyszeptał Lucjusz. Wiedział, że to ludzie jego pokroju byli powodem, dla którego siedemnastoletnia dziewczyna czuła, że musi chronić swoich niewinnych rodziców, używając tak drastycznych metod. I czuł się za to odpowiedzialny.
- Mi też. - odpowiedziała Hermiona.
- Czy zaklęcie było nieodwracalne? - zapytał, czując, że jest jeszcze wiele do powiedzenia.
- Nie mam pojęcia. - przyznała – Nie widziałam rodziców odkąd je rzuciłam.
- Dlaczego nie? To oczywiste, że bardzo ich kochasz. Dlaczego ich nie odnalazłaś?
- Nie wolno mi. - odpowiedziała cicho – Wizengamot zadecydował, że odwrócenie zaklęcia może być dla nich niebezpieczne. Ponieważ nie mogę oddać im wspomnień, nie odwiedziłam ich. Mój przyjaciel ma na nich oko, i dzięki niemu wiem, że są bezpieczni i szczęśliwi w Australii. Po prostu nie mają pojęcia, że mają córkę.
- A co Wizengamot ma z tym wspólnego? - dopytywał się Lucjusz – Jakim cudem oni są nawet w to zamieszani?
- Zostali w to zamieszani kiedy zostałam zgłoszona do Ministerstwa i zmuszona do procesu. Byli o centyment od złamania mojej różdżki. I wtedy to dowiedziałam się, kim naprawdę są moi przyjaciele.
- Ktoś na ciebie doniósł za chronienie własnych rodziców? - z niedowierzaniem zapytał czarodziej.


Hermiona kiwnęła głową. Kiedy mówiła o najgorszym okresie swojego życia, znów poczuła ten nieznośny ból. Poza Draco i Narcyzą, nikomu więcej nie powiedziała o swoim procesie. Jej przyjaciele i współpracownicy nie mieli pojęcia o tym, co się stało. Ale Lucjusz był jej rodziną i, pomimo tego, że nie znała go zbyt dobrze, czuła, że może mu się zwierzyć z tego, przez co przeszła i powodu, dla którego opuściła Anglię. 


CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Calliste Bajkowe szablony